12.23.2013

Rozdział 3

Szybkim ruchem podniosłam się do pionu, łapiąc przy tym szybko powietrze. Znowu ten pieorzony sen, koszmar i dramat. Znowu krew, krzyki, wypadek i rodzice. Dlaczego mnie to znowu męczy? Ja już tak nie mogę. Spojrzałam na zegarek, który wybijał 02:30 w nocy. Westchnełam głośno i opadłam na poduszki. Ta sama godzina.. o co tutaj chodzi? Może ja już zwariowałam? Sam  nie wiem, wziełam jeszcze raz głęboki wdech i zamknełam oczy. Próbowałam wejść do krainy snu, ale widocznie mnie tam nie chcieli. Wziełam laptopa i go włączyłam. Nawet nie wiem po co weszłam na czat z ludźmi z mojego miasta. Założyłam konto o nicku *Lex_is* i zaczełam czatować z jakimś chłopakiem o nicku *Jaxshon*. Rozmowa była nawet.. zaczeło się od "Hey" a skończyło na "jaką masz pasję?". Szczerze to nawet nie wiedziałam co tak naprawdę kocham robić, jest tyle rzeczy. Tak po prostu się wylogowałam, nie miałam ochoty dalej toczyć tej rozmowy. Wstałam z łóżka, wziełam papierosa i zapalniczke. Podeszłam do okna i jak to miałam w zwyczaju,  usiadłam przy otwartym oknie zatapiając się dymem nikotyny.  Chwila relaksu tylko dla mnie.  Po skończonej czynności wyrzuciłam peta na ogród a sama schowałam się pod kołdrę. Wpatrywałam się w okno...a potem film się urwał.

    ******
- Lexi! - do mojej głowy docierał głos a raczej krzyk, który mnie wołał. Zaspana zeszłam do kuchni, w której moja matak siedziała przy stole z kawą Coo?Zrobiłam wielkie oczy na ten widok. Zazwyczj widziałam ją zalkoholem, ale nie rak jak teraz.
- Wyjeżdzam na 2 dni. - powiedziała, bez żadnych emocji, tak jak bym była nikim w jej oczach. Z resztą tak było, uważał, że to moja wina, że to ja zabiłam tate. Przyzwyczaiłam się do tego, żadnego wrażenia nie robiło na mnie jej zachowanie.
- Coś jeszcze?
- Tak, masz zająć się domem! - Haha? Ten burdel nawet ekipa sprzątająca by nie ogarneła w jeden dzień a co dopiero ja i to w dwa dni.  Z aśmiałam się kpiąco.
- Pomyślmy..hym.. nie!
- Stawiasz mi się gówniaro? - wstała z krzesła i podeszła do mnie bliżej.
- Twój burdel i sama se sprzątaj.
- W taki razie wynoś się z tego domu! - zamurowało mnie, własna matka wyrzuca mnie z mojego domu? Przecież tak matka nie postępuje, nie wyrzuca swojego dziecka z domu. Rozumiem jakbym  miała 18 lat, ale teraz? Ktoś sobie kpiny ze mnie urządza. Nie miałam ochoty się kłócić, to wszystko jest chore.
Ale skoro ona chce abym się wyniosła, to tak też zrobie.. tylko gdzie? Jedyna osoba na którą moge liczyć to Mark, ale on ma żone i córkę w moim wieku. Nie będe im wchodzić na głowę.. Coś wymyślę. Weszłam do swojego pokoju, wygrzebałam jakieś czyste ciuchy i je ubrałam:

Spakowałam się do szkoły, szczerze to nie mam zamiaru tam iść, ale musze. Nie mam zamiaru uciekać przed swoim życiem, wręcz przeciwnie. Wyszłam z domu i skierowałam się do szkoły. Po drodze zachaczyłam do Starbucks'a po kawe, uwielbiam to miejsce. Zapłaciłam i wyszłam idą do szkoły. Upiłam kilka łyków i piłabym dalej gdyby nie jakaś ofiara, która wytrąciła mi kubek z ręki. Zmierzyłam postać, która szczerzyła się ze swojego czynu. Gratuluje głupoty debilu! Jeszcze tego tutaj brakowało, chciałam go wyminąć, ale poczułam silną dłoń na moim ramieniu co spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Nie mam dzisiaj nastroju na żarty a najwidocznie ten chłopak ma!
- Nie uciekaj mi!  - rzucił tym swoim zachrypniętym głosem, przewróciłam oczami.
- Mam dla Ciebie propozycję, spierdalaj!  - powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo, mina jego nie była zachwycająca. No cóż pewnie się spodziewał, że jak te wszystkie jego laski padne na kolana i wezme się za robote. O nie! Nie jestem szmatą ani dziwką!
- Uspokój się, pobawimy się.. - Jprdl, mów po ludzku a on nie ogarnia!
- Nie dociera do Ciebie proste słowo spierdalaj? - warknełam i z dużym impetem go wyminełam. To wszystko staje się jakieś dziwne, co mnie jeszcze dzisiaj spotka? Wydaje mi się, że od kąd chodze do tej szkoły moje życie się komplikuje bardziej. Moim oczom ukazał się czarna BMW x6, z której wysiadł pan Malik. Miał na sobie czarne rurki, czarną koszulkę i do tego czarną skóre. Boszee jak on bosko wyglądał, nie zakochałam się w nim. Ale przyznać mogę, był przystojny. Weszłam przez bramę i wbiegłam schodami do głównego wejścia szkoły.
- Zaczekaj!  - usłyszałam czyjś głos. Znowu ten dupek? Ile razy można powtarzać? Nabrałam powietrze w płuca i je szybko wypuściłam.
- Odwal się ode mnie, spierdalaj! - odwróciłam się i moim oczom ukazał się Zayn a nie loczek. Zrobiło mi się głupio. - Ja.. no..przepraszam. -rzuciłam zmieszana.
- Coś się stało? - Łał Malik się martwi o mnie? Hahaha a to dobre.
- Twój kumpel, to się stało! Odwalcie się ode mnie! - powiedziałam widząc loczka wchodzącego w brame, aż mi się słabo zrobiło. On ma coś z głową.
- Chce być miły, ale masz racje niepotrzebnie. - wyminął mnie i wszedł do środka zostawiają mnie ze zbliżającym się loczkiem. Tak szybko jak go zobaczyłam blisko siebie, tak szybko weszłam do środka. Odszukałam sali, w której według planu miałam mieć matme. Dzień zaczął się cudownie, lepiej być nie może. Zobaczyłam blondynkę siedzącą na parapecie coś czytając, podeszłam do niej i spojrzałam na okładkę "Droga do cmentarza". Co ona czyta? Posłała mi uśmiech i zrobiła miejsce na parapecie. Usiadłam obok niej.
- Gadałaś z Malikiem. -spojrzałam na nią pytająco.
-No widziałam was przed chwilą, uważaj na siebie. - czuje się jak w jakimś kriminale, wszystko to jakieś zagadki.
- Dlaczego mam uważać? - patrzyłam z grobową miną, on wydawał się nawet miły.
- Jego siostra zgineła w wypadku i od tamtego czasu się zmienił.. jest brutalniejszy, groźniejszy, ostry i chamski. Na dodatek w tam tym roku pobił jakiegoś chłopaka bo go obraził. - momentalnie moje oczy się rozszerzyły, to jego siotra. Miałam racje, musze trzymać się z daleka od niego i jego kumpli. Przecież on mnie znienawidzi jak się dowie.. będe skończona. Mam dość tego.. To wszystko jest ..ehhh. Zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcje, zeskoczyłam z parapetu i moim oczom ukazał się Malik i Styles obok drzwi do sali, w której miałam mieć matme. Czy ja będę skazana na niego do końca życia? Nie ruszyłam się z miejsca, cały czas gapiłam się na postać w króczo czarnych włosach. Nie wierze, że on był by wstanie kogoś pobić. Nie on, może go nie znam tak dobrze.. Nasze spojrzenia się spotkały na co moja reakcja była jednoznaczna, odwróciłam wzrok. Może to trochę dziwne, ale nie jestem jak te wszystkie laski, które na niego lecą a jest na co. Poczułam szarpnięcie, była to Abby. No tak czas do klasy, weszłyśmy do klasy a za mną i nauczycielem weszli oni. Usiadłam z Abby w środkowym rzędzie, w przed ostatniej ławce. Ciekawiło mnie co oni tutaj robią i dlaczego na tej lekcji co ja mam.
- Zrobicie zadania a ja z chłopakami będę pracował nad projektem. - mój wzrok automatycznie znajdował się na nich. Wyjełam zeszyt i coś do pisania. Nie miałam zamiaru robić zadań z pierwiastkami i potęgami, nie rozumiem takiej potrzeby. Pare razy widziałam jak ich wzrok leciał w moją stronę, nawet nie miałam ochoty tego odwzajemniać.
- Kto to wymyślił? - usłyszałam cichy głos mojej sąsiadki, że tak to ujme. Zaśmiałyśmy się razem, nie jestem jedyną osobą, która ma w dupie matme.
- Lexi czemu nie robisz zadań? - usłyszałam prze miły głos nauczyciela, aż mnie zmuliło.
- Hymm.. pomyślmy.. bo nie rozumiem? - rzuciłam obojętnie, oczywiście nie obeszło się bez spojrzeń wszystkich tu obecnych. Nie mają swojej dupy, że moją się zajmują? Przecież moja ciekawsza, zapomniałam.
- Harry ty jesteś dobry z matematyki, pomożesz? - wytrzeszczyłam oczy, on? Zayn obserwował moją reakcje uważnie, ale to mniej istotne teraz. Niee no!
- Jasne. - wstał z miejsca.
- Jeżeli on zbliży się do mnie to wyjde z tej sali! - powiedziałam oburzona. To jest gruba przesada, niech on trzyma się zdala ode mnie. To dla jego dobra.
- Wytłumacze Ci tylko zadanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkim zbliżając się do mnie.
- Tak samo jak ostatnio i dzisiaj rano? Nie dziękuje. - rzuciłam i zaczełam się pakować, wstałam i wyszłam z klasy. Co za dzień koszmarny. Usłyszałam otwierające się za mną drzwi, pewnie to nauczyciel..
- Lexi! - usłyszałam wołanie znajomego głosu, odwróciłam się. Jeszcze on? Bez namysły zaczełam iść przed siebie nie zwracając na jego wołania. On i jego kumpel mnie już wkurwiają! Wybiegł przede mnie zagradzając mi tym samym drogę, chciłam się odwrócić, ale on mnie przytrzymał.
- Wróć na lekcję. - powiedział spokojnym i opanowanym głosem. Słuchałam go patrząc w podłogę.
- Po co? Nie mam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z nim.
- Chyba nie chcesz wylecieć z kolejnej szkoły? - spojrzałam na niego ździwiona, skąd on..wie? Jprdl śledzi mnie czy co?
- Nie patrz tak na mnie, wiem wszystko.. - wszystko? Gdybyś wiedział wszystko to by Cię tutaj teraz nie było.
- Czekam w sali, aż się pokażesz i Ci wytłumaczę zadanie - powiedział posyłając mi szczery uśmiech. Do chuja jaki on ma cel w takim zachowaniu? Chce abym mu samochód za darmo oddała? Bo nie rozumiem go.. no ale miał racje co do szkoły... zawróciłam i weszłam jak gdyby nigdy nic do klasy. Mulat z uśmiechem na twarzy patrzył na mnie, nie miałam ochoty odwzajemnić czynu i po prostu usiadłam na krześle. Abby siedziała z grupką dziewczyn, które mnie mierzył wzrokiem jak najgorszą. Po chwili podszedł do mnie Zayn, widać było po jego przyjacielu niezadowolenie. I dobrze mu, dupek! Usiadł obok mnie, nawet za blisko. Chwycił mój długopis, który zdąrzyłam wyjąć jak i zeszyt. Z uwagą zaczełam mu się przyglądać: pełne i delikatne wargi, idealny zarys szczenki, karmelowe oczy i te włosy... Lexi przestań! - skarciłam się w myślach. Mulat zaczął notować coś w moim zeszycie i po chwili podał mi zeszyt ze zrobionym zadaniem. Posiedział chwile a potem wstał i wrócił do nauczyciela. A te laski...myślałam, że mnie zabiją wzrokiem. Zaczełam przeglądać zadanie zrobione przez chłopaka i dopatrzyłam się jakiejś wiadomości na marginesie. Zaczełam czytać, zamurowało mnie.
                                             
                                                                  *Teraz to ja Ci pokaże jak się jeździ, tylko poproszę o naprawe auta.*

Po przeczytaniu krótkiej wiadomości uśmiech wkradł się na moje usta, nawet nie wiem dlaczego. No ale zapomnij! Nie ma mowy, koniec z naszą znajomością. Spojrzałam na klase, która się pakowała. Uczyniłam to samo i chwilę później usłyszałam dzwonek. Jakoś nie mogłam się skupić na lekcjach, dlaczego? Sama nie wiem o co chodzi, o Malika? Nie, to nie o niego.  Dobra koniec. Wyszłam ze szkoły i ku mojemu ździwieniu stał z tymi dwoma przygłupami. Aż mi się odechciało iść tamtędy, ale niestety to jedyna droga wyjścia. Ruszyłam jak gdyby nic, zaczełam przepychać się przez nich.
- Komgo my tu mamy? - usłyszałam ten zachrypnięty głos, po którym miałam ochotę żygać.  Nie trawiłam tego chłopaka.. Udawałam, że nie słyszę ich. Na szczęście nie zatrzymywali mnie. Nie miałam ochoty wracać teraz do domu, a jedyne miejsce do którego moge iść to warsztat.

           ******
Weszłam do warsztatu, nikogo nie mogłam znaleźć. Otwarte i brak osoby pilnującej. Weszłam do biura, Mark rozmawiał z kimś przez telefon. Nie chciałam mu przeszkadzać, wyszłam. Podeszłam do Mustanga mulata, nie powiem auto robi wrażenie. Usłyszałam otwierające się drzwi od biura.
- Co tam? - mężczyzna staną po mojej prawej.
- Do dupy.. matka mnie wyrzuciła z domu. - czułam zbierające się łzy w kącikach moich oczu. Nie rycz, masz być silna! Usłyszałam głos w mojej głowie, ale ja nie potrafię już udawać.

》 》 look - Zayn 《《
Zmierzałem od warsztatu w celu uzgodnienia odbioru auta i czy mam wpłacić zaliczkę. No dobra mam też inny cel, zobaczyć tą dziewczynę. Nie wiem co mnie ciągnie do niej, ale wiem jedno to jest silniejsze. Ona jest inna niż te laski w jej wieku ze szkoły. Podeszłem do bramy garażowej, która była otwarta. Usłyszałem szloch i jej głos. To napewno jej głos, poznałbym go wszędzie.
- Wyrzuciła mnie z domu, dlaczego? - jej głos drżał, aż mnie w sercu zakuło.
- Dasz radę nie płacz.- pocieszał ją jakiś mężczyzna, był to chyba właściciel.
- Ja już nie daje rady.. to koniec..
- Nawet tak nie mów! - głos faceta był stanowczy.
- Nie dam rady dłużej...- płakała.. zobaczyłem wybiegającą Lexi, była zapłakana. Pobiegłem za nią, niewiadomo co jej strzeli do głowy w takim stanie. Po chwili gonienia zpłapałem ją.
- Zostaw mnie! - krzykneła, ale miałem to gdzieś. Przytuliłem ją mocno, wyrywała się. Po pewnym czasie wyrywania ustała, szlochała w moje ramię. Taka bezbronna i niewinna.
- Co się stało? - zapytałem spokojnym głosem, na moje pytanie zadrżała. Zdałem sobie sprawe, że ona mnie przecież nie zna i nie będzie chciała mi się zwierzać o problemach.
- Mam dość wszystkiego. - powiedziała cicho.
- Chodź, napijemy się kawy u mnie i się ogarniesz. - po patrzyła na mnie niepewnym wzrokiem, jakby się czegoś obawiała. W sumię to ją rozumiem.. W ciszy doszliśmy do mojego domu, mieszkam z Hazzą. Sądząc po tych akcjach z nim nie będzie zadowolona jak go zobaczy. Ku mojemu zaskoczeniu auta jego nie było przed domem, odetchnąłem z ulgą. Weszliśmy do środka, zostawiłem ją w salonie a sam poszedłem zrobić herbatę. Kawa zdecydowanie odpada, ma za duże ciśnienie. Po skończonej czynności usiadłem obok roztrzęsionej dziewczyny i podałem jej kubek z ciepłą herbatą.
- Dlaczego to robisz? - usłyszałem jej pytanie i co ja mam jej powiedzieć? Ciekawi mnie twoja osoba, podobasz mi się ale nie mam odwagi tego ci powiedzieć? Sorry ale to odpada.
- A dlaczego nie?- pytanie na pytanie? To nie był chyba dobry ruch z mojej strony. - Powiesz mi co się stało?
- Matka mnie wywaliła z domu. - po jej policzkach spłyneły łzy, które szybko wytarła. Która normalna matka wyrzuca swoje niepełnoletnie dziecko?
- A ojciec? - zamilkła na chwilę. Chyba to nie było dobre pytanie.
- Nie żyje.. - powiedziała cicho a jej głos był płaczliwy, rozpłakała się. Przytuliłem ją, nie stawiała oporu. Widocznie tego jej było trzeba, jak i trzeba jej noclegu. No ale co zaproponuje jej nocleg u siebie? Słucha Lexi mieszkam z Harrym i możesz zostać ile chcesz. Tak wiem jak to brzmi. Usłyszałem otwierające się drzwi, no to wpadłem. Kurwa Harry co za wyczucie czasu! Do salonu wparował Hazza, stanął jak wryty. No tak fajny widok, ja przytulam rozpłakaną Lexi u siebie w domu.
- Co tu się dzieje? - automatycznie oderwała się ode mnie na te słowa i podniosła do pionu. Super Harry, Thx. Zmroziłem go wzrokiem.
- Znowu Ty? Czy odpierdolisz się ode mnie?
- No sorry za tam to, ide do siebie. - loczek poszedł na góre, zaskoczona dziewczyna spojrzała pytająco na mnie. No to wpadłem..

12.19.2013

Rozdział 2

Rozdział  dzisiaj a nie jutro, mam zamiar jako prezent na gwiazdkę dodać rodział 3. Pojawi się on 23.12.2013. No to zapraszam do czytania.
__________________________________________________________

Kolejny dzwięk mojego budzika doprowadzał mnie do szału, ale najgorsze było to, że nie wiem gdzie on jest. Leży gdzieś i ciągle dzwoni. Do cholery gdzie jesteś? Zaczełam grzebać pod łóżkiem skąd dochodził dźwięk dzwonka, wyciągnełam go razem z innymi rzeczami. Wszystko co potrzebne znajdziesz pod moim łóżkiem. Wyłączyłam telefon i zaczełam się szykować do szkoły. Hahaha... do szkoły? Ooo nie! Moja noga po wczorajszym wydarzeniu tam nie stanie! No ale musze się ulotnić na czas trwania lekcji z domu, bo matka będzie się czepiać. Ona nawet nie wie, że zmieniłam szkołę. Ubrałam na siebie:

Chwyciłam torbę z potrzebnymi rzeczami, które się w niej znajdowały. A mianowicie kosmetyczka, perfumy, jakaś dobra lektura, portfel, notatnik, słuchawki, telefon i jakiś sok. Nic więcej mi nie było potrzebne. Skierowałam się do drzwi frontowych, na dworze było trochę chłodniej niż wczoraj. Chwyciłam jeszcze jakąś bluzę i wyszłam jak najdalej stąd. Co teraz? Do szkoły nie idę .. warsztat! Mark zawsze pozwalał mi siedzieć w nim ile się wlezie i czasami pomagałam jemu albo pracownikom w drobnych sprawach. Nie lubię jeździć autobusami, więc wybrałam spacerek a warsztat był jakieś 30 min drogi.

    ******
Na horyzoncie zobaczyłam wielki szyld z napisem "Auto serwis Paul's", do tej pory nie zmienił nazwy. Jestem mu wdzięczna, że chociaż jest w nim coś naszego, znaczy moje i mojego taty. Z uśmiechem wkroczyłam do środka, zapach smaru i benzyny to moje dzieciństwo.  Zauważyłam Marka przy niebieskiej, sportowej Audi. Podeszłam do  niego i stanełam za plecami.
- Ja w sprawie samochodu. - powiedziałam z nutką rozbawienia w głosie, mężczyzna odwrócił się a na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Dawno Cię nie widziałem, co u Ciebie? - Mark był przyjacielem rodziny i zawsze był pierwszy, który wiedział o problemach w rodzinie. Ciężko było mi przed nim ukryć wiele rzeczy, więc i tym razem pewnie bym nie dała rady tego zrobić.
- Sam dobrze wiesz jak jest. - powiedziałam nie co ciszej, nie chciałam aby usłyszał mój drżący głos. Zawsze kiedy miałam rozmawiać o moich problemach coś we mnie pękało.- Nie chce o tym rozmawiać. - wzruszyłam ramionami bezradnie. Mark chciał mnie przytulić, ale ja zdecydowanie wolałam tego nie preferować, był cały ubrudzony smarem.
- Chcesz mi pomóc? - zapytał zachęcająco na co ja skinełam głową. - Poszukaj sobie jakiś ciuchów. - tak jak kazał tak też zrobiłam. Poszłam do tyłu w poszukiwaniu jakiś moich ubrań, które tutaj zostawiłam. Wyciągnełam poplamione farbą szare dresy i zieloną bokserkę po tej samej przygodzie co dresy. Włosy spiełam w luźnego koka i wyszłam gotowa do pomocy. Mężczyzna po trzydziestce zacmokał na mój widok i uśmiechnął się szeroko.
- Gdybyś miała naprawiać mój samochód, to bym codziennie go rozwalał. - zaśmiałam się na jego słowa, on nigdy nie przestawał prawić komplementy kobietom. Taki tam babiarz.
- Hoho.. skąd byś wziął tyle kasy? - zaśmiałam się, oparłam się dłońmi o maskę samochodu i spojrzałam na miejsce, w którym powinien znajdować się silnik.
- Bank bym obrabował. - zaśmialiśmy się, uwielbiam jego jak i poczucie humoru, które nosi ciągle przy sobie. - Audi zostawiamy i bierzemy się za koło zamachowe w Mercedesie. - tak jak powiedział podeszliśmy do czarnego Mercedesa klasy C.  Mark podniósł auto na podnośniku, na wystarczającej wysokości. Weszliśmy pod auto i rozejrzałam się po cały podwoziu, nie było w dobrym stanie. No ale to nie moje auto.. - Podasz mi klucz żabkowy 6mm?- tak jak mnie prosił, to zrobiłam i podałam mu klucz, o który prosił.
- Proszę.. - powiedziałam wyciągając w jego strone klucz. Zaśmiał się.
- O niee.. to twoja działka. - wskazał na śruby,  które czekały na odkręcenie. Zabrałam się do roboty i zaczełam odkręcać śruby, łatwo nie było, ale jakoś se poradziłam.  Mark ostrożnie wyjął koło z auta i zaczął przyglądać się jak jest złożone aby potem przy wkładaniu nie popełnić błędu. Usłyszałam podjeżdzające auto na podjazd, spojrzałam pytająco na mojego towarzysza. - Idź, kiedyś musi być ten pierwszy raz. - posłał mi uśmiech, który miał chyba za zadanie dodać mi otuchy. Wyszłam z warsztatu, zauważyłam czarnego Mustanga z czerwonymi elementami, które łączyły ładną całość

 i mulata z króczo czarnymi włosami. Stop! Wstecz! Mulata z króczo czarnymi włosami? Zayn Malik! Bosze, nawet tutaj musi być on? Nie wystarczyła mu wczorajsza akcja przed szkołą? Jego wzrok utkwił na mojej osobie i staną jak wryty. Po jego zachowaniu mogę wywnioskować, że nie spodziewał mnie się tutaj. I to ma być mój pierwszy klient? Sorry ale wypisuje się z tego.
- Coo Ty tutaj robisz? - rzucił.
- Pracuje? - zrobił ogromne oczy. No tak przecież to nie zawód dla kobiety.. jeszcze rączki sobie połamie, co nie panie Malik? Mężczyźni zawsze muszą być górą prawda? O nie mój drogi albo przetrawisz, to że ja Cię obsłuże albo spierdalaj!
- Łał. Nie spodziewałem się tego. - teraz nagle taki towarzyski się zrobił co do mojej osoby? Hahaha.
- Super, co jest?
- Nic.
- Nie pytam o Ciebie tylko o auto. - chłopak poczuł się zmieszany, przejechał ręką po karku. Przewróciłam oczmi, dość że przystojny to jeszcze zapatrzony w siebie, gnojek! Przecież jest tyle serwisów w okolicy, no ale musiał odwiedzić ten!
- No tak. Skrzynia biegów coś szfankuje. - coś to raczej tobie szfankuje w mózgu. Podeszłam do samochodu i mulata. Wyciągnełam rękę po kluczyki, chłopak nie wiedział o co mi chodzi, jego wzrok był pytający.
- Kluczyki. - rzuciłam i przewróciłam teatralnie oczmi. Jak można być taki pustakiem? Po chwili dostałam kluczyki i wsiadłam do auta nie zamykając drzwi. Ten kretyn zamiast wziąść do środka to stał i wlepiał wzrok we mnie. Pajac! - Wsiadasz? - zapytałam i zamknełam drzwi. Zayn wsiadł na miejsce pasażera,  odpaliłam auto i wyjechałam na wsteczym.  - Pas! - mój ton był poważny. Nie mam zamiaru odpowiadać za śmierć tego debila, chociaż taka niepełnosprawna osoba umysłowo powinna zginąć. Według mojego polecienia zapiął pas, wjechałam na pas lotniskowy. Należe do serwisu, zawsze tutaj były testowane auta i sprawdzane.
- A ty czemu nie zapniesz pasa? - usłyszałam głos Malika. Zaśmiałam się.
- Bo je nie mam nic do stracenia i nie mam zamiaru odpowiadać za śmierć takiego krtyna jak ty. - rzuciłam i dodałam gaz do dechy, zmiana biegu, kolejna, kolejna. Nic się nie liczyło tylko gaz, kierownica i droga. Malik był trochę zestresowany i pewnie się bał. Jakaś wariatka bierze od niego klucze, prowadzi jego auto i nie zapina pasu a na dodatek jedzie jak opentana. Chłopak miał racje, przy zmianie biegu z 4 na 5 wystąpił problem, coś blokowało w środku. Wjechałam autem do hali i zaparkowałam na odpowiednim stanowisku, chłopak obok odetchnął z ulgą. Wysiadłam z auta i zobaczyłam zadowoloną twarz Marka.
- Przeżył? - zapytał rozbawiony, zaśmiałam się. Mulat wysiadł z auta i zaczął się nam przyglądać.
- A dlaczego miałby nie przeżyć? - spojrzałam na bladego Zayna, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem no ale nie wypadało. Opisałam problem Mustanga, razem z Markiem uzgodniliśmy zakres napraw i kosztorys, z którym zgodził się chłopak.
- Sorry za wczoraj. - usłyszałam głos Malika. Spojrzałam na niego, chcąc czy nie chcąc on mnie przeprosił? A to dobre.
- Ty mnie przepraszasz? No tak za stanie obok i patrzenie jak twoi kumple chcą mnie zgwałcić.
- Nie chcieli tego, to dla nich zabawa.
- Zabawa? Weź już zejdź mi z oczu bo nie ręcze za siebie. - zmroziłam go wzrokiem, chłopak widocznie nie miał ochoty się ze mną kłócić i po prostu wyszedł. Zauważyłam pytający wzok Marka. Nie miałam ochoty mu wszystkiego teraz opowiadać, poszłam się przebrać i umyć. Ubrałam swoje poprzednie ciuchy i wyszłam z serwisu przedtem żegnają się z mężczyzną. Co mi się jeszcze przytrafi? Jeden dzień w nowej szkole a tyle przygód, to co mnie czeka po miesiącu? Komedia, dramt i horror w jednym? Zastanawiam się czy ja przypadkiem nie uciekam przed prawdą i moim życiem. Nawet teraz uciekłam z warsztatu, bo prawda chciała ujrzeć światło dzienne. Co ja robie ze swoim życiem? A może co inni z nim robią?

   ******
Weszłam do domu, jak zawsze odór alkoholu uderzył w moje nosdrza. Miałam ochotę żygnąć, to dom czy melina? Wydaje mi się, że to drugie. W tym domu nic nie jest normalne oprócz mojego pokoju i łazienki. Weszłam a raczej wbiegłam.. nie mogłam tam dłużej wytrzymać. To wszystko staje się męczące. Eh.. walnełam torbę na łóżko a sama usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Na ekranie pojawiło się zdjęcie moje i mojego taty, tak na sercu jakoś lżej się zrobiło. Uśmiechnełam się mimowolnie, tęsknie za nim.. Opaliłam twittera, zaczełam przeglądać wpisy znajomych. Moim oczom ukazał się wpis, tzn tweet Zayna.

                               **Jechałem z wariatką, opentaną dziewczyną i w dodatku moim autem.**

Coo? Ja jestem wariatką i opentaną dziewczyną? Jego chyba pojebało i to ostro. Niech nie liczy, że szybko wyjedzie tym swoim autem z naprawy. Ja się o to już postaram, będzie latać i prosić abym oddała mu auto. Zaczełam wstukiwać literki na klawiaturze tworząc jedną całość i udostępniając.
       
                               **Niektórzy wbijają się w fotel przy małej prędkości i wyglądają jak ściana.**

 No to powodzenia Malik, zaśmiałam się w myślach. Chwyciłam laptopa i położyłam się na łóżko oglądając jakiś film. Nawet nie wiem kiedy zrobiło się tak późno, wstałam  z łóżka i powędrowałam pod prysznic. Wskoczyłam do łóżka, chwilę jeszcze myślałam o tym wszystkim.. zasnełam..


12.12.2013

Rozdział 1

Rozdział miał być w piątek 13, no ale nie mogłam wytrzymać i jest dzisiaj.
Jestem ciekawa waszych reacji i opini. Miłego czytania. Zapraszam do komentowania.
________________________________________________________________________

"Ide środkiem ulicy, mijają mnie samochody, nikt mnie nie widzi. Dlaczego? Widze tylko czarne i białe, martwe albo żywe. Co jest? Dlaczego nikt nie zwraca na mnie uwagi? Czy ja żyję? Mamo! Tato! Gdzie jesteście? Zaczełam obwracać się dookoła własnej osi, widok za mną... każde auto rozwalone.. Zaczełam biec w tam tym kierunku szukając czerwone Porshe, nigdzie go nie było. Gdzie oni są? Po moich policzkach zaczeły płynąć słone łyz, którymi się dławiłam. Musze ich znaleźć!  Zaczełam biec przed siebie, coraz szybciej i szybciej. Potykałam się o własne nogi, upadłam na czerwony asfalt. Podniosłam się na dłoniach i spojrzałam przed siebie... na horyzącie czerwone Porshe.. rodzice.. Nie miałam siły... coś mnie blokowało. Co jest do cholery? Mamo! Tato! Zaczełam krzyczeć rozpaczliwie, nie.. oni odchodzą... nie!!! Błagam nie! Asfalt, czerwony asfalt zaczął się zapadać pod ziemię... Ogarneła mnie panika, nerwowo zaczełam się rozglądać na wszystkie strony. Wszystko zapadło się pod ziemię, coś mnie puściło.. zaczełam spadać w dół jak wszystko. Nic nie czułam, zamknełam oczy. Nie chciałam widzieć tego dramatu, wszystko legło w gruzach. Co jest? Niech mnie ktoś z tego wyciągnie! Błagam! Usłyszałam huk, poczułam silne uderzenie..."

Do mojej głowy dotarł ogromny huk z dołu mieszkania. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. To był mój pokój, odetchnełam z ulgą. Mam dość tych koszmarów, męczą mnie od pogrzebu taty. Tak jakby chciał mi coś w nich powiedzieć, ale ja kompletnie nie wiem co. Brakuje mi go i to strasznie. Wszystko się zmieniło od tego feralnego dnia, może gdybym go tak nie pośpieszała, to by żył? Przecież nie cofnę czasu a tak bardzo bym chciała. Do mojej głowy dobiegł z dołu kolejny huk a raczej łomot, zwlekłam się z łóżka. Zaspana wkroczyłam do salonu, w którym moja matka, bo mamą ją nie mogę nazwać leżała pjana na kanapie. Westchnełam ciężko, to wszystko jest jak jakiś koszmar.. chciałabym się z niego wybudzić ale nie wiem jak. Zaczełam zbierać porozwalane butelki po całej podłodze i wrzuciłam je do kosza. Spojrzałam raz jeszcze na kanape, chciałabym aby to wszystko już mineło. Eh.. Weszłam schodami na górę i skierowałam się do mojego pokoju. Otworzyłam okno, uderzył mnie ciepły, letni wiaterek. Wyciągnełam papierosa, usiadłam na parapecie i zaciągnełam się dymem nikotyny. Jedyna rzecz jaka pozwala mi chociaż na ułamek sekundy oddalić się od tego wszystkiego. Mój wzrok przykuł lecący samolot, zaczełam śledzić go wzrokiem. Ciekawe jak to jest, latać samolotem. Nigdy nie leciałam, nie miałam okazji. Musi to być fantastyczne przeżycie. Niedopałek wyrzuciłam na ogród a okno zamknełam. Wsunełam się pod ciepłą kołderkę i zmożył mnie sen.
Usłyszałam głośne pikanie mojego pudzika, miałam ochotę go wypierdolić przez okno. Fakt faktem jedyne co mnie powstrzymało, to że jest mój telefon. Po dłuższym dzwonieniu w końcu go wyłączyłam i zwlekłam się z łóżka.  Nowa szkoła czeka! Rzuciłam w myślach, od razu miałam ochote skoczyć z mostu.
Kto wymyślił szkołę prywatną i po jaką cholere ja mam do niej chodzić? Szkoła dla pustych dzieciaków bogatych rodziców, owszem nie brakuje mi kasy a nawet wręcz przeciwnie, ale pomysł z prywatną szkołą to dupa. Nie wiem co mnie tam czeka i nie mam zamiaru tego wiedzieć. Wkroczyłam do łazienki, zrobiłam lekki makijaż. Nie jestem fankom plastikowych lalek i tapet na ryju. Może dlatego, że wychowywałam się wśród smaru, zapachu benzyny, wyścigach, paleniu gum? Mój tata miał jeden z najlepszych serwisów samochodowych w Londynie, teraz jego przyjaciel Mark go prowadzi. Od czasu do czasu tam wpadam ale to nie jest ten sam serwis co kiedyś..  Nic nie trwa wiecznie. Założyłam na siebie:

Chwyciłam torbę z kilkoma zeszytami, no bo po co mi podręczniki i jeszcze mam to niby dźwigać? No raczej nie!  Wziełam białe słuchawki i swojego Iphone.
Wyszłam z domu, bez słowa. Po co mam mówić, że gdzieś wychodzę skoro matka pjana i ma mnie w dupie. Tata pewnie w grobie się przewraca, jego żona pije a córka zachowuje się jak najgorsza. Eh.. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenkę: Beyoncé - I was here. Kocham tą piosenkę, jest taka wzruszająca i przypomina mi te wszystkie cudowne momenty w moim życiu. Do nowej szkoły miałam jakieś 15 min drogi, nie miałam zamiaru się śpieszyć tylko dlatego, że za 10 min dzwonek. Wręcz przeciwnie, zwolniłam swoje tempo do minimum. Kiedyś musze się tam pokazać, bo wywalą mnie z kolejnej..
 
     ******
Szkoła jak każda inna, no może trochę ładniejsza. I ci pieprzeni ochroniarze, sprawdzają każdego ucznia torby.. To szkoła czy więzienie ? Bo mi to wygląda jak więzienie o zaostrzonym rygorze. Zaczełam przemierzać pustym korytarzem, było grubo po 8:00. Znalazłam sale z napisem "Chemia", tak miałam mieć teraz chemie. Nienawidze tego przedmiotu, nie wiem kto go wymyślił ale wiem jedno musiał być pierdolnięty. Otworzyłam drzwi do klasy i z dużym impetem weszłam do środka, wszystkie spojrzenia skupiały się na mojej osobie. Myślałam, że laski pożrą  mnie wzrokiem. Nauczycielka była zła, wręcz wkurwiona delikatnie mówiąc.
- A Ty to kto? - rzuciła surowym tonem. Myślała, że będe się bać? No sory, ale niższa ode mnie jest o głowe.
- Nie przypominam sobie abyśmy byli na "ty".
- Młoda damo przychodzisz spóźniona i takie zachowanie.
- Za to moi rodzice płacą a jak Ci się nie podoba to droga wolna.- rzuciłam i skierowałam się do ostatniej ławki w rogu klasy. Nie wiem co ona se myśli, ale ja nie mam zamiaru być potulna dla niej. Całą lekcje obserwowała mnie uważnie, za każdym razem kiedy spoglądała na mnie śmiałam się. No cóż, tak właśnie to jestem cała ja. Po lekcji poszłam w poszukiwaniu kolejnej sali, tym razem od biologi. Po jakimś czasie znalazłam sale, usiadłam pod ścianą.
- Zapomniałaś coś. - usłyszałam głos obok siebie, spojrzałam na na postać obok mnie. Stała dość wysoka dziewczyna z niebieskimi oczami i długimi blond włosami. Podała mi zeszyt i usiadła obok mnie.
- Dzięki. - rzuciłam chowając zeszyt do torby.
- Abby jestem. - podałam mi dłoń i się uśmiechneła, odwzajemniłam czyn.
- Lexi.
- Jesteś nowa? - brawo Abby! Punkt dla ciebie za spostrzegawczość.
- Taak. - zaczełam błądzić wzrokiem po korytarzu pełnego ludzi, mój wzrok przykuła grupka chłopaków. Zaczełam uważnie ich analizować.. Jeden miał kręcone loczki, czarną bokserkę i do tego czarne rurki. Drugi miał króczo czarne włosy, był mulatem a na sobie miał czerwoną koszule w kratkę i do tego zwykłe rurki. Trzeci miał ful capa i nie mogłam zauważyć jego fryzury, był ubrany w szare dresy i białą bokserkę. Nie powiem, zrobili na mnie wrażenie..
- Zayn Malik, Harry Styles i David Pool. - usłyszałam głos Abby. Byłam troche zakołowana i nie usłyszałam co do mnie mówi. Spojrzałam na nią pytająco, na co ona się zaśmiała. - Ta grupka chłopków, w których wlepiasz wzrok to Harry Styles, Zayn Malik i David Pool. Szkolna elita. - Malik? Stop! Przecież takie nazwisko miała dziewczyna, która wjechała w mojego tate ale ona zmarła w szpitalu po 5 godzinnej operacji. Boszeee. Czy ja musze mieć takiego pecha?
- Zayn Malik? - wypowiedziałam z naciskiem na nazwisko. Abby nie wiedziała o co mi zbytnio chodzi i może nawet lepiej.
- To ten mulat, a dlaczego pytasz?
- Nazwisko wydaje mi się znajome. - rzuciłam na otrzepnego, nie mam zamiaru tutaj się komuś zwierzać. Zadzwonił dzwonek, wstałyśmy z miejsca i weszłyśmy do sali. Przez wszystkie lekcje błądziłam wokół nazwiska Malik i wypadku. A jak to jest jej brat? Nie wiem nawet co było na lekcjach. Po zajęciach wyszłam ze szkoły i skierowałam się do głównej bramy. Za mną szli Ci chłopacy, na sam widok Malika strach zaczął dawać znak.
- Patrzcie to ta nowa! - usłyszałam za sobą głosy. Jedyne co mi pozostało, to udawać, że ich nie słyszę. - Zaczekaj młoda! - usłyszałam kolejny krzyk. A jak mi coś zrobią? Niee.. jestem jeszcze na terenie szkoły i nic mi nie zrobią.. Poczułam szarpnięcie za ramię i automatycznie zostałam zmuszona do odwrócenia się.
- To bolało! -syknełam przez zaciśnięte zęby, przede mną stał Harry, David i Zayn jak dobrze pamiętam. Zaczełam się bać, czego oni chcą? Serce zaczeło mi szybciej bić, a ręce trząść.
- Jak się nazywasz? - usłyszałam zachrypnięty głos, spojrzałam na postać, był to loczek.
- Lexi. - powiedziałam drżącym głosem, co dostrzegł chyba Malik, bo posłał mi przyjazny uśmiech. Niestety ale nie miałam zamiaru go odwzajemniać.
- Nazwisko? - znowu ten sam zachrypnięty głos.
- E...v..Evans.. - powiedziałam z przerażeniem. Malik zaczął przyglądać mi się uważnie i coś analizować w głowie. Teraz po mnie! W co ja się wpakowałam? Głupia ja!
- Co powiesz na małą zabawę? - usłyszałam głos chłopaka w full capie. Po jego słowach serce mi zamarło, co on miał na myśli? Ja nie przeżyje tego, do cholery dlaczego ja? Usłyszałam głupie śmieszki chłopaków, idioci!
- Nie mów, że nie chcesz. - usłyszałam ten zachrypnięty głos, wszędzie go poznam. Spojrzałam błagalnym wzrokiem na mulata, który był w nie tym świecie.
- Zostawcie mnie! - krzyknełam i ruszyłam przed siebie. Co za pieprzeni frajerzy! Moje serce nadal dudniło ze strach a ja co chwilę odwracałam się aby sprawdzić czy przypadkiem nie idą za mną.

        ******
Przekroczyłam próg domu gdzie od razu uderzył mnie zapach alkoholu, którego nienawidziłam. Dlaczego ona mi to robi? Weszłam do kuchni, widok pustych butelek mówił sam za siebie. Olałam to i chwyciłam sok, jakieś płatki. Skierowałam się na piętro do swojego pokoju. Nie miałam ochoty widzieć matki pianej a tym bardziej się z nią użerać. Wskoczyłam na łóżko i pierwsze co zrobiłam to odpaliłam laptopa. Odkręciłam sok i napiłam się łyka. Weszłam na twittera, moje ździwienie było ogrome miałam 7 nowych interakcji. Nigdy bym się nie spodziewała, że ktoś taki jak szkolna elita będzie mnie follować na twitterze. Zrozumiałabym jeśli jeden ale aż trzech? Coś mi tutaj nie gra, może to jakiś spisek? Przestań szukać wszędzie jakiś spisków! Głos w mojej głowie miał racje, ale doświadczenia moje nauczyły mnie, że nie warto wierzyć każdemu. Nie wszystko jest takie kolorowe jak nam się wydaje..