I'm not looking for anything...
1.30.2014
Rozdział 6
- Coś się stało? - usłyszałam głos mężczyzny, moje serce zamarło. W jednej chwili panika objeła mnie w swoje ramiona, nie mogłam się ruszyć a tym bardziej odezwać. Poczułam jego dłoń na swoim barku, zerwałam się i pobiegłam do pokoju . Zamknełam drzwi na klucz i zjechałam po nich. To znowu wróciło, ja nie potrafie taak! Czułam jak po moich policzkach spływają łzy, otarłam je. Musze być silna!
- Lexi co się stało? - usłyszałam głos pod drzwiami.
- Dajcie mi spokuj, ja nie chce.. - znowu łzy spływały po moich policzka.. Wyciągnełam telefon z kieszeni i wykręciłam numer Corneli, boje się być sama.. boje się dalej żyć. Nie odebrała, super no! Olała mnie dla Stylesa, kurwa! Spróbowałam raz jeszcze, tym razem odebrała..
- Cornelia, jaa nie dam rady.. - mój głos się złamał..
- Cornelia jest z Harrym na tarasie - to był Malik, nie no super. Jeszcze on mi potrzebny do tego wszystkiego. - Co się dzieje? - w jego głosie było zmarwienie? Łał, on się martwi o mnie. Super..
- Nic, chce rozmawiać z Cornelią. - powiedziałam stanowczo. Po chwili ciszy z naszej strony usłyszałam otwierające się drzwi i jakąś rozmowe.
- Co jest? - usłyszałam głos dziewczyny.
- Przyjedź, proszę..
- Gdzie jesteś?
- U ciebie.. - rozłączyłam się, wstałam z podłogi i usiadłam na łóżku. Nie musiałam długo czekać na Cornelie i jej towarzystwo, przytuliła mnie mocno. Ta niezręczna cisza między nami.. i jeszcze on. Po co przyjechał?
- Lexi... - zaczeła, spojrzałam niepewnie na nią. - Może jednak to dobry pomysł, abyś została u Zayna? - ja się chyba przesłyszałam.. nawet ona mnie nie chce. Dlaczego?
- Powiedz po prostu, że masz mnie dość! - krzyknełam.
- Nie mam ciebie dość, jak chcesz to mogę zostać z tobą tam. - nie, nie, nie! Niee.. ja po prostu chce aby on zniknął z mojego życia!
- A może lecisz na Harrego? - rzuciłam zła, przecież to widać jak się miżdzą do siebie.
- Pojebało cię? - wstała i wyszła. Czyżbym uraziła kogoś prawdą? No to teraz trzeba pozbyć się nie chcianego gościa, tylko jak?
- Nic ci takie zachowanie nie da. - usłyszałam jego głos, ta cała złość ustępowała.
- Przytul mnie i powiedz, że będzie dobrze. - ja to powiedziałam? Cholera! Chłopak podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ciepły tors, zamknełam oczy.. niech ta chwila się nie kończy.. prosze. - Dziękuje. - wyszeptałam.
- Jeżeli chcesz to możesz zostać u mnie... - odsunełam się od niego i spojrzałam w jego oczy.. te karmelowe tęczówki. Rozpłynełam się w jednej chwili. - Dlaczego mi pomagasz? - powiedziałam pogrążona w obłokach i nieświadomie.
- Jest jeden powód. - jego głos wyrwał mnie z krainy marzeń, swój wzrok zaprowadziłam na jego usta, aż prosiły się o pocałunek. Wyczułam napięcie między nami i ta cisza dodawała większego charakteru. Zbliżyłam się do Malika, on zrobił to samo. Jego wargi dotykały moich, pocałował mnie delikatnie a za razem zmysłowo. Wpadłam, cholera! Dlaczego nie protestuje?
- ehhem. - usłyszałam chrząknięcie kogoś, momentalnie odwróciłam się i zmierzyłam tą osobę. Cornelia! Stała oparta o drzwi i się uważnie nam przyglądała, moje policzki pokryły się różem. - Was tylko na chwilę spuścić z oczu. - zaśmiała się, czyłam się niezręcznie. Dlaczego akurat musiała w tym momencie?
- Przestań! - rzuciłam w nia poduszką, która leżała za mną.
- Spakowana? - rzucił Harry wyłaniając się za drzwi. Jeszcze on i jakie pakowanie? Spojrzałam pytająco na Zayna, ale ten nawet na mnie nie spojrzał. Super, dowiaduje się jak zawsze ostatnia.
- Może mi ktoś to wytłumaczyć? - zapytałam zbulwersowana tym wszystkim.
- Lexi tak będzie dla ciebie najlepiej, sama wiesz co się dzieje gdy jesteś sama w otoczeniu facetów.
- Co ty do mnie mówisz? - miałam ochote ją i te całe towarzystwo wyrzucić przez okno. Tylko był jeden problem, nie mam zamiaru odpowiadać za śmierć tych debili.
- To jest postanowione, zostaniesz u nich. - wiedziałam, że chce mnie się pozbyć, wiedziałam.
- Żartujesz sobie? - powiedziałam lustrując wszystkich tu pozostałych. Ja mam mieszkać z Zayne i Harrym? Niee! - Ide się przejść. -rzuciłam i wyszłam z domu. Każdy decyduje za mnie, komplikuje mi życie, ale to ja musze sobie z tym radzić. Szłam przed siebie, nawet nie wiem gdzie. Wszystko było takie dziwne.. poznałam ich a los doświadcza mnie bardziej. Co ja mam zrobić?
- Hej, zaczekaj.. zgubiłaś coś..- usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny, albo chłopaka. Moje serce zamarło, uciekać czy zostać? Szłam dalej w panice, jak to on?
Poczułam lekkie szarpnięcie, z moich ust wydobył się cichy jęk..
- Prosze zostaw mnie.. - wyszeptałam.
- Zgubiłaś telefon. - podał mi telefon, w oczach zaczeły zbierać mi się łzy. Nie wiem dlaczego.. on chciał tylko oddać mi moją zgube.. - Wszystko dobrze? - poczułam jego dłoń na ramieniu.
- Zostaw mnie!!! - zaczełam krzyczeć, dostrzegłam biegnącą postać w moją strone, chwile później była obok mnie i mnie przytulała.
- Wszystko dobrze. - wyszeptał.
- On chciał oddać mi tylko telefon..a ja..- zaczełam szlochać w tors chłopaka, trzęsłam się. Próbował mnie uspokoić, ale to na nic.
- Chodź.. - wtulona w chłopaka poszłam z nim do auta, usiadłam na miejscu pasażera. Mulat na chwilę znikł w domu Corneli, nawet nie zauważyłam kiedy wsiadł do auta. Odpalił silnik i ruszył.
******
Usiadłam na knapie z kubkiem gorącej herbaty, mulat przyłączył się do mnie. Ten chłopak ma coś w sobie, ciągnie mnie do niego. Wiem, że nie powinnam w to wchodzić...ale nie potrafie się powstrzymać.
- Dziękuje. - wyszeptałam.
- Nie masz za co. - powiedział z uśmiechcem na ustach i upił łyka herbaty. - Oglądamy coś? - zaproponował, skinełam głową na tak. Chłopak odstawił kubek, wstał i podszedł do pułki z filmami. - Kac Vegas, Szybcy Wściekli, The Racing, Lol, Koszmar Matki? - zaśmiałam się na wypowiedziane propozycje.
- Oglądasz romanse? - zaśmiałam się poraz kolejny.
- Pierwszy raz widzę jak się uśmiechasz, rób to częściej. - zarumieniłam się, odwróciłam twarz w drugą strone. - To co oglądamy? - ten jego głos..ohh..
- Szybcy. - powiedziałam, chłopak włączył film i usiadł obok mnie. Tym razem bliżej o dziwo nie przeszkadzało mi to. Przy nim wszystko mijało, był jak lek na wszystko, którego pragnełam. Niee no, czy ja się zakochuje? Westchnełam i wbiłam wzrok w napisy początkujące. Film trwał w najlepsze, kocham ten film i tą obsade aktorską. Po Maliku było widać zmęczenie, nie dziwie się.
- Obiecałeś, że mi pokażesz jak się jeździ. - powiedziałam patrząc na scene wyścigu, usłyszałam śmiech Zayna.
- Obiecałem i dotrzymam słowa. - powiedział zadowolonym głosem. - Przyjdzie na to czas. - dorzucił. Spojrzałam na niego, jego wzrok skupił się na mojej osobie. Nawet nie próbował tego zatuszować, patrzył się dalej. Poderwał się na dłoniach i zbliżył jeszcze bliżej, moje serce przyspieszyło. Nie oderwał wzroku od moich oczu, tkwił w nich. Rozchyliłam lekko usta, robiło się gorąco. Mulat zaśmiał się i przejechał opuszkami palców po moim policzku. Poczułam jego wargi na swoich, wpił się w nie. Podobało mi się, chciałam więcej. Złączyłam nasze usta w pocałunek, dominowałam nad nim. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, Zayn spojrzał mi w oczy.
- Nie rób tego więcej. - powiedział lekko oburzony. - Ja tutaj jestem od dominacji. - cmoknął mnie raz jeszcze i posłał uśmiech. No tak, zapomniałam pan Malik musi dominować. Żebyś się nie przeliczył kochaniutki. Spojrzałam na zegarek, było grubo po 20:00. Ździwiło mnie to trochę, przecież niedawno było południe.. i to... zamknełam powieki, aby powstrzymać łzy na samą myś o tym wszystkim.
- W aucie mam twoje rzeczy, idź do łazienki, w szafce znajdziesz czysty ręcznik a ja zaraz przyniose ci twoje rzeczy. - tak jak kazał, tak też zrobiłam. Poszłam do łazienki, która znajdowała się przy pokoju Zayna. Zdążyłam ją dostrzec jak byłam ostatnim razem, weszłam do środka i zamknełam drzwi. Odkręciłam ciepłą wode w wannie, wlałam jakiś olejek, który stał i czekałam aź wanna się napełni. Szczerze, to ździwiło mnie to. No bo on i kąpiele z olejkami? Jaki romantyk z niego. Hahah. Zakręciłam wode, zdjełam z siebie ubrania i położyłam je na szafkę. Sama weszłam do wanny z ciepłą wodą i pianą. Tego było mi trzeba, piana otulała moje nagie ciało wraz z wodą.
- Widzę, że olejek Harrego Ci przypasował. - usłyszałam ten cudowny głos, miałam ochote wrzasnąć. I co to by dało, przecież piana zakrywa wszystko j nie mam czego się bać.
- To dobrze widzisz. - powiedziałam, chłopak położył mi torbę zapewne z moimi rzeczami.
- Mogę się przyłączyć? - ździwiło mnie jego pytanie.
- Żegnam! - mulat wyszedł z łazienki, zamykając przy tym drzwi. Jeszcze tego brakuje, abym poszła z nim do łóżka. Niech spieprza puki może, bo ja mu łóżko wybije z głowy osobiście. Wyszłam z wanny i owinełam się ręcznikiem. Zaczełam grzebać w torbie, wyciągnełam białą i za dużą koszulkę i czystą bielizne. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Weszłam do pokoju, Zayn leżał na łóżku z laptopem. On naprawdę nie jest taki zły, jak mówiła Abby. Nasze spojrzenia się spotkały, chłopak uśmiechnął się i poklepał miejsce obok siebie. Bez namysłu położyłam się obok niego.
1.14.2014
Rozdział 5
- David? - usłyszałam głos zapewnie loczka, był zachrypnięty. W tym momencie cała nadzieja wróciła, jak nie on to nikt.
- Ratunku!! - zaczełam krzyczeć zapłakana.
- Zamknij się, bo Cię załatwie. - przestraszyłam się jego słów, a jak mi coś zrobi?
- Kogo załatwisz? - nad nami stał Harry i Zayn. Loczek chwycił Davida i odciągnął go ode mnie, Zayn wymierzył mu pare ciosów prosto w brzuch. Mulat coś warczał do chłopaka, byłam przerażona tym wszystkim. Wstałam resztkami sił, otrzepałam się. Spojrzałam na nich, David ledwo stał na nogach i gdyby nie Harry, to pewnie by leżał. Zayn bez opamiętania wymierzał mu serie kolejnych ciosów, trzeba to skończyć!
- Zayn, proszę.. - powiedziałam rozpaczliwie, to nie tak miało wyglądać.
- Następnym razem będzie pamiętał. - warknął mulat. Nie.. nie chce na to patrzeć, mam dość. Zaczełam biec jak najdalej stąd, nogi same mi się plątały. Nie wiem gdzie ja jestem, las.. cholera. Oparłam się o drzewo, po którym zjechałam w dół. Ma dość!
- Dlaczego ja.. dlaczego zawsze musze być ja? - zaczełam mówić sama do siebie. - chce aby było jak dawniej.. albo odejdę..- wszystko mnie przytłaczało już i te wszystkie koszmarne dni. Te życie to jeden wielki koszmar, moje powieki same się zamykały. Nie miałam na nic siły, tak jakby ktoś odłączył ode mnie akumulator.
》》 look - Zayn 《《
- Lexi! - krzyczałem chodząc po tym lesie razem z Harrym. - Gdzie ona jest? - spojrzałem na Hazze, był jakiś taki nieobecny. No super, ten buja w obłokach a ja się martwie o dziewczynę. No przecież nie mogła daleko uciec i dlaczego uciekła? Okey, waliłem w niego bezopamiętania. Czyżby się przestraszyła mnie? Nie wiem co się dzieje ze mną, tak jakby wyłączyła mi się czerwona lampka. Mógł trzymać łapy przy sobie, a nie próbować ją.. No kurwa gdzie ona jest? Analizowałem każdą możliwą drogę, tylko że to las. Może byś wszędzie i nigdzie. Stanąłem w miejscu i zaczełem się rozglądać wszędzie.
- Jest! - krzyknełem uradowany, leżała oparta o pień drzewa. Podbiegłem do niej i kucnąłem przy niej. - Lexi?
- Proszę..nie rób ...mi tego...ja.. nie chce...prosze..błagam.. - mamrotała coś. Ja miałbym jej coś zrobić? Nigdy.
- Nic ci nie zrobię, obiecuje. - powiedziałem chwytając ją na ręce, ruszyłem w strone auta Hazzy, bo mój został pod domem. Jak zawsze pierw robie a potem myślę, no ale ona tak na mnie działa. Położyłem ją na tylnych siedzeniach a sam zajełem miejsce obok Harrego.
- Od kąd ona się pojawiła, to zawsze jesteś obok niej.- rzucił patrząc na droge. Kurde, on ma racje..nie ma dnia bez udziału jej osoby.
- Ona jest inna.. wyjątkowa. - loczek zaśmiał się, przewróciłem oczami jako odpowiedź na jego czyn.
- Ona nie jest dla Ciebie. - coo? Od kiedy on wie co jest dla mnie lepsze? Znalazł się znawca a sam pierdoli każdą.
- To już nie twoja sprawa. - spojrzałem na dziewczyne, kolejny raz zapłakana.. westchnąłem.
- Zaufaj mi. - spojrzał na mnie, miał mine jakby wiedział coś czego ja nie wiem. Nie rozumiem o co tutaj chodzi.
- Ty coś wiesz? - na moje słowa loczek się zmieszał, on coś wie. To dlaczego nie chce mi powiedzieć? Nie mieliśmy nigdy tajemnic a teraz? No tak, nic nie trwa wiecznie.
- Ja was zostawie i jadę po Cornelie. - widać, że Harry ma na nią chrapkę. Może odwali się od moich spraw w końcu.
*******
Usiadłem na łóżku, obok śpiącej dziewczyny. Taka niewinna i bezbronna. Dlaczego David chciał akurat ją? Przecież ona nic mu nie zrobiła, z resztą komu ona coś zrobiła? Przejechałem opuszkami palców po jej policzku, za drżała. Jej mięśnie się spieły, tak jakby bała się najgorszego. Westchnełem cicho i wstałem. Podeszłem do okna, wyciągnełem papierosy, otworzyłem okno i zapaliłem. Ohh..kocham te uczucie. Usiadłem na parapecie i zaczełem się przyglądać śpiącej dziewczynie w moim łóżku. Jest ładna, cudowna.. Malik stop! Jeszcze wypadne przez okno zaraz. Zaciągnełem się ostatni raz, niedopałek wyrzuciłem sąsiadowi na ogród i zamknełem okno. Dziewczyna obudziła się, z przerażeniem rozglądała się po pokoju. Podeszłem do niej, jej wzrok dokładnie obserwował moją postać. Usiadłem obok niej na łóżku.
- Co się stało? - zapytała cicho, westchnąłem na samą myśl o tym.
- David...- na wypowiedziane prze ze mnie imię za drżała, schowała twarz w dłonie. Chciałem ją przytulić, ale za każdym razem odsuwała się. - Nic Ci nie zrobie. - powiedziałem cicho, wystarczająco aby ona usłyszała. Jej szafirowe oczy spojrzały w moje, miały w sobie smutek, złość, rozpacz i nienawiść. Czyżby do mnie?
- Nic? Nie chce wyglądać jak on. - jej głos drżał, łamał się. Zabolały mnie jej słowa, przecież zrobiłem to co powinienem, prawda? Fakt jest taki, że ona się mnie boi.
- Wiesz, że nic bym Ci nie zrobił. - podkuliła nogi i zaczeła się kołysać. Jej wzrok utkwił na drzwiach, które otworzyły się a wnich staneła brunetka z Harrym.Podbiegła do Lexi i ją mocno przytuliła. Wyszłem z pokoju aby im nie przeszkadzać, weszłem do kuchni i nalałem sobie soku. Oparłem się dłońmi o blat kuchenny. Jak ja mam znowu ją przekonać do siebie? Jak? Ona się mnie boi, tylko dlatego, że dostał za swoje. Może przesadziłem..może.
- Co z nią? - z przemyśleń wyrwał mnie głos Harolda, spojrzałem na niego. Jak zawsze oparty o framuge drzwi, czy on nie wie, że mamy krzesła?
- Boi się..
- To chyba normalne w jej stanie.
- Boi się mnie! - podniosłem głos, sam nawet nie wiem dlaczego. Za dużo tego wszystkiego.
- Daj jej trochę czasu.
- Co chciałeś mi powiedzieć, jak jechaliśmy tu. - spojrzałem na niego, był zmieszany. Dlaczego ja zawsze nic nie wiem? Nawet on nie chce mi powiedzieć..
- Nic, wymksneło mi się. - Harry kurwa, nie kłam chociaż. Wiem, że coś knujesz! No ale co tam, jak Zayn nie będzie wiedział to przecież nie koniec świata.
- Wiem kiedy kłamiesz. - napiłem się soku.
- Chyba wołał nas ktoś. - powiedział zadowolony, no tak nie będzie musiał siedzieć w tej niezręcznej jak dla niego sytuacji. Razem z loczkiem poszliśmy do pokoju, w którym były dziewczyny. Lexi w objęciach swojej przyjaciółki siedziała na łóżku i szlochała. Nie wiem ile ta dziewczyna przeszła ale los ciągle kopie ją w dupe. Cornelia wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Coo? Wyszła, no to super. Lexi bawiła się nerwowo palcami u dłoni, spojrzała niepewnie na mnie.
Zawahałem się, usiadłem obok niej, na bezpiecznej odległości.
- Prze..praszam.. - wyszeptała, jej wzrok tkwił tępo w dłoniach, którymi się bawiła. Nie wiedziałem co mam teraz powiedzieć, to ja ją powinienem przeprosić a nie na odwrót. - Trace siły do tego... - przyciągnełem ją do siebie i zamknąłem w uścisku.
-Będzie dobrze.. - wyszeptałem do jej ucha, była taka spokojna. Wtuliła się mocniej w mój tors, ździwiło mnie to. Musze jej pomoć! - Połóż się, spróbuj zasnąć.
- Położysz się ze mną? - ździwiło mnie jej pytanie, ona naprawdę tego chciała? - Nie chce być sama. - dodała. Lexi położyła się a ja obok. Przytuliłem ją od tyłu, położyła swoją dłoń na mojej, która oplatała jej talię w tym momencie. Przecież to chwila słabości z jej strony, potrzebuje teraz kogoś. Leżąc tak z nią wszystko wróciło, przypominała mi Dominije. Jest tak strasznie podobna do niej, wrażliwa, krucha, z sercem.. Gdybym spotkał teraz tą dziewczyne, dzięki której ona nie żyje bym zabił. Zasługuje na to tak samo jak ona! Gdyby nie ta pieprzona dziewczyna, co poganiała swojego ojca przez telefon to teraz bym pewnie oglądał z nią telewizor. Teraz to mogę po oglądać zdjęcia i jej grób. Westchnełem ciężko i spojrzałem na zegarek, było po 13. O kurwa, przecież powinienem być w szkole tak samo jak i ona i Harry. No to pewnie dywanik mnie czeka za zwianie z lekcji. Ta szkoła to więzienie, no ale rodzice każą mi do niej chodzić. Spojrzałem na śpiącą dziewczyne, jej mina była spokojna. Westałem z łóżka starając się jej nie budzić, może sen jej pomoże. Weszłem do kuchni, Harry z brunetką siedzieli przy stole w ciszy. Łał Hazza jak nigdy siedział cicho, zawsze to on miał najwięcej do powiedzenia. Spojrzeli na mnie pytająco, tak jakby nie wiedzieli co się dzieje z nią.
- Lepiej? - usłyszałem pytanie z ust dziewczyny.
- Śpi. - oparłem się tyłem o blat a wzrok skupiłem na parze przy stole. Harry był zamyślony, zdenerwowany.. Ciekawe czym.
- Ide zapalić. - rzuciłem ruszając na taras.
- Ide z Tobą. - usłyszałem głos Hazzy, ździwiłem się.
- Ty nie palisz.
- Pogadać chce. - łał Styles chce pogadać.. co za odmiana. Wyszłem na taras a za mną Harry, wyciągnełem papierosa i zapalniczke, po czym zapaliłem.
- To o czym chciałeś pogadać? - spojrzałem na mojego towarzysza.
- David.. on leży w szpitalu na oiomie. - zaśmiałem się. Co ja mam niby płakać? Należało mu się i tyle.
- Yhym..
- Człowieku, będziemy mieć problemy! - krzyknął na mnie, jakoś mnie to nie wzruszyło. Od kiedy on się tak przejmuje problemami?
- Yhym..
》》 look - Lexi 《《
Obudziłam się, oparłam się na łokciach i rozejrzałam. Gdzie jest Zayn? Jeszcze raz przeanalizowałam pomieszczenie, nie było go.. Niepewnie wyszłam z pokoju i powędrowałam do kuchni, gdzie siedziała Cornelia. Posłała mi uśmiech, ale ja jakoś nie mogłam odwzajemnić tego czynu. Usiadłam na przeciwko dziewczyny i zaczełam nerwowo bawić się palcami u dłoni. Te napięcie cisneło nas, żadna się nieodezwała. Coś nas blokowało.
- Gdzie Zayn? - zapytałam niepewnie a zarazem cicho. Dziewczyna otworzyła usta w celu odpowiedzi na moje pytanie, ale do kuchni wkroczył Malik i Styles.
- Nie śpisz już? - spuściłam wzrok na podłogę i pokiwałam twierdząco głową. - Chcesz zostać tutaj? - usłyszałam głos mulata. Niee to nie jest najlepszy pomysł.. a jak on mi coś? Boszee.. przecież go na to nie stać..
- Nie wiem.. przepraszam.. - wstałam i poszłam do pokoju, w którym spałam. Usiadłam na parapecie, tępo patrzyłam przez siebie. Po moich policzkach spłyneły pojedyńcze łzy.. Mam dość, to wszystko nie ma sensu, moje życie nie ma sensu. Dlaczego ja? Poczułam sile dłonie, które przyciągneły mnie do siebie. Bez chwili zastanowienia wtuliłam się w tors chłopaka, wstchnełam ciężko.
- Zostań, tu będziesz bezpieczna. - jego głos działa kojąco, przymknełam powieki.
- Ja nigdzie nie jestem bezpieczna. - powiedziałam cicho.
- Spójrz na mnie. - nie zrobiłam tego o co prosił, bałam się. Bałam się, że zobacze w nim Davida, że to wróci. Poczułam jak podnosi mój podbrudek, zmuszając mnie tym samym, abym na niego spojrzała. Zrobiłam, to z trudem.. jego oczy.. - Zostaniesz tutaj, będzie dobrze.. pogadamy..
- Zayn.. dlaczego mi pomagasz? - zapadła cisza, niezręczna. Czyżbym trafiła w czuły punkt, jaki on ma w tym cel?
- Pozwól sobie pomóc.
- Czemu nie chcesz odpowiedzieć..? - zapytałam trochę poirytowana jego zachowaniem.
- Zjesz coś? - w co ty grasz Malik? Zadałam proste pytanie a ty robisz z niego nie wiem co..
- Przestań! - wrzasnełam na niego, nawet nie wiem dlaczego. Tak po prostu mnie poniosło, chłopak odsunął się ode mnie. Zabolało trochę..
- Ochłoń. - bez żadnych emocji wypowiedział, to co chciał i wyszedł. Dlaczego? Co ja takiego powiedziałam, zrobiłam? Wszystko musze psuć? Nie rozumiem tego wszystkiego, to jest takie dziwne... Jak to jest.. dlaczego mi pomaga, on mnie nie zna? Skoro on tak postępuje, to nie widzę powodu abym był tutaj dalej. Zeszłam z parapetu, zeszłam po szchodach w dół. Gadali o kimś, o mnie? Podeszłam bliżej, wystarczająco aby mnie nie zobaczyli i nie usłyszeli.
- Zayn, odpuść sobie. - usłyszałam zachrypnięty głos.
- Możesz odwalić się? - warknął.
- Przez nią masz problemy, a co jeśli cię zamkną? - co? Jakie zamkną? Niee! Do moich oczu poraz kolejny dzisiaj napłyneły słone łzy.
- To miałem pozwolić, aby mógł to dokończyć?
- Po prostu się przyznaj, zależy ci na niej! - stop! Czy oni mówią o mnie? Wytarłam łzy i wziełam głęboki wdech.
- Nie masz swoich spraw?
- Wiedziałem, wiedziełem! - powiedział uradowny loczek, w jednej chwili nie wiedziałam co mam zrobić. Mulat przede mną, ździwiony. No to wpadłam!
- Coo..ty..tu? - jego mina mówiła sama za siebie.
- Ee..ja nic, chciałam.. - cholera i co ja mam mu powiedzieć? Słyszałam waszą rozmowe i no wiesz.. hahaa nie!
- Płakałaś?
- Niee. - powiedziałam zdecydowana. Chłopak się zaśmiał melodyjnie i pokręcił głową. Szczerze, to wkurzyła mnie jego postawa.
- Przestań choć raz udawać?
- Ja mam przestać udawać? A ty to co? - powiedziałam oburzona i wyszłam z domu. Cholera.. jak ja dotre do domu Corneli? No tak zrobie sobie godzinny spacerek, ruszyłam przed siebie. Wracając do niego, on to niby nie udaje? Nie noo, pan Malik jest niewinny.
____________________________________
Jak się podoba rozdział 5 ? Hymm..
1.07.2014
Rozdział 4
Teraz wygląda to tak jakbym chciał specjalnie wpakować ją w ramiona Harrego, no ale tak nie jest. Przejechałem chłodną ręką po karku. Tłumacz się debilu! -powiedziałem w myślach. Wziełem głęboki wdech a potem wypuściłem powietrze ze świstem.
- Harry mieszka ze mną. - powiedziałem patrzą prosto w jej oczy, jej usta diametralnie rozszerzyły się.
- Super, na mnie już pora. - skierowała się do drzwi, poszedłem za nią.
- Jakby co to dzwoń, możesz przenocować u mnie.
- Nie mam takiego zamiaru.- powiedziała i wyszła. Odprowadziłem ją wzrokiem do zakrętu, sam poszedłem do salonu i usadowiłem się na kanapie wygodnie. Usłyszałem kroki na schodach, serio Harry? No to teraz czas zacząć przesłuchanie, pan Styles zawsze musi być na bieżąco. Poczułem ugięcie się kanapy nieopodal mnie. Milczałem, miałem nadzieje, że odpuści. Taa, on odpuści? Dobre żarty.
- Widze, że mam z Ciebie wszystko wyciągać. - westchnął, a ja milczałem. - Co się stało?
- Niccc?
- Jak kurwa nic skoro ona ryczała..
- Ma problemy. - rzuciłem krótko i wstałem, poszedłem do siebie. Nie mam zamiaru mu gadać to co się wydarzyło. Czasem lepiej jak nie wie o niektórych sprawach, to dla jego dobra. No okey, dla mojego. Usiadłem na łóżko i włączyłem jakąś muzykę, szczerze nawet nie słuchałem jej. Moje myśli kręciły się wokół brunetki z szafirowymi oczami, ostatni widok jaki pamiętam, to ją. Wtuliła się rozpłakana i roztrzęsiona we mnie z rozmazanym tuszem i potarganymi włosami. Nie wiem dlaczego ona ciągnie mnie do siebie, ale mam wrażenie, że nie powinienem się w to pakować. Co ja mam robić w końcu?
》》 look - Lexi 《《
Błądziłam po parku, ludzie chodzili powoli, byli uśmiechnięci, biegające dzieci.. Tylko jeden element mi tutaj nie pasował, ja. Byłam zbędna nie tylko tutaj, ale i wszędzie. Czuje się, jakby ktoś mnie wykreślił z życia. Jak bezdomny pies, który nie ma gdzie pójść i każdy go odgania. Czasami myśle, że mogłabym się zabić a nikt napewno by nie płakał. Usiadłam na ławkę, moje myśli powróciły do wydarzenia z Malikiem. Jako jedyny mnie przytulił i nie puścił dopóki nie przestałam się wyrywać. Przy nim było mi lepiej, bezpiecznie.. Jprdl co ja bredze? Niee ma tego chłopaka dla mnie! Ktoś usiadł obok mnie i podał mi mojego I phone. STOP! Jak to mojego? Chwyciłam telefon i spojrzałam na postać obok mnie. Cornelia? Woł, a ona co tutaj i dlaczego ma mój telefon?
- Zostawiłaś u taty. - powiedziała jak zawsze ze szczerym uśmiechem, ona zawsze była szczera.
- Dzięki. - rzuciłam krótko, jakoś nie mam ochoty na pieprzone zwierzanie się komuś. Kogo interesuje mój los, nikogo! Prawda boli.
- Wiem wszystko i wprowadzisz się do nas. - sama się chyba przesłyszałam, ktoś chce mi pomóc? W sumie to chce tej pomocy, no ale ... nie chce być problemem dla kogoś. - W końcu będę miała z kim robić babskie wieczory, pogaduchy, chłopacy itp. - jej głos był podekscytowany jak i ona. Lubiłam tą dziewczynę, zawsze tryskała energią nie to co ja. - Mamy godzine na spakowanie Cię! - powiedziała z powagą i stanowczością. Jak to godzine? Co, teraz?
- Ale..- niedokończyłam, brunetka pociągnełam mnie za ręke i ciągneła aż do mojego domu.
******
- Dzìękuje - burknełam pakując do walizki kolejne ciuchy, szafa była już pusta. Ciuchy i buty spakowane, kosmetyki też, laptop i wszystkie kable też. Coś jeszcze? Zaczełam rozglądać się po pokoju, to co potrzebowałam spakowałam.. Za rzuciłam na ramię torebkę i chwyciłam jedną walizkę a drugą Cornelia, zeszłyśmy na dół. Spakowałam wszystkie moje dokumenty i wziełam moją karte kredytową, którą matka schowała w sejfie.Szkoda tylko, że znam hasło a na koncie jest dobre kilka tysięcy na moje studia. Usłyszałam podjeżdzający samochód, zapewne to Mark. Wyszłyśmy z domu, zamknełam go i wsiadłam do auta. Jechaliśmy w milczeniu, nikt nie miał odwagi się odezwać. Może to nawet i lepiej? Cornelia zaprowadziła mnie do jej pokoju, tzn teraz naszego. Usiadłam na skaraju łóżka i spuściłam głowę w dół. Moje życie to jedna wielka pomyłka. Dziewczyna usiadła obok mnie i przytuliła, tego mi teraz potrzeba. Potrzebuje kogoś kto mnie przytuli i zmusi aby walczyć, walczyć o swoje szczęście. Do pokoju weszła brunetka, mama Corneli. Posłała mi uśmiech, nie odwzajemniłam go.
- Lexi możesz zostać ile będzie trzeba, zawsze możesz na nas liczyć.
- Dziękuje - odparłam. Jeszcze chwilę Melissa siedziała z nami w pokoju a potem wyszła zrobić obiad. Chwyciłam laptopa z torby i go włączyłam, odpaliłam twittera. Miałam jedną wiadomość prywatną, odtworzyłam, była od Malika.
** Wszystko ok? Jeżeli masz tułać się po mieście to wpadaj.**
Zapomnij. Powiedziałam w myślach, całej sytuacji przyglądała się moja lokatorka. Zaśmiałam się cicho.
- Kto to? - usłyszałam jej ciepły i melodyjny głos.
- Hym.. brat dziewczyny, która zgineła w wpadku z moim tatą i chodze z nim do szkoły.. pare razy miałam akcje z nim.. - powiedziałam ze smutkiem, ciężko mi mówić o śmierci ojca. To takie trudne, mimo że to już sporo czasu.
- Ale Ty się w nim zakochujesz.. - powiedziała z kamieniem w gardle. Ja zakochuje w nim? Nieee..
- Niee. - chyba nie przekonałam ją tym zaprzeczeniem, zaśmiała się.
- Kogo Ty okłamujesz? - przecież jak mogłam się zakochać w tak krótkim czasie i to w chłopaku, którego nie znam? Owsze jest miły, przystojny i co tam jeszcze można, ale niee. Niee.. to nie możliwe. Koniec tematu o nim, nie jesteśmy dla siebie, okey?
- Masz bujną wyobraźnie.
-Pierdol, pierdol a ja posłucham. Czujesz coś do niego i wzajemnie, ale nie zdajecie sobie z tego sprawy. - ta dziewczyna czyta ze mnie jak z książki, czy jak? Nie wiem sama jak to jest z Zaynem, owszem podoba mi się. PODOBA! Nie zakochałam się!
- On nie wie, że jestem córką, faceta który zginął w wypadku z jego siostrą... - oczy dziewczyny powiększyły się.
- Co kurwa? Ja chyba źle słysze. Jak to on nie wie? A jak zajdzie to za daleko? - te wszystkie pytania znalazły miejsce w mojej głowie i zostały. Może ona ma rację, może powinien się dowiedzieć? To chyba nie jest najlepszy pomysły i to teraz.
******
Obudziła mnie Cornelia kszątająca się po pokoju, spojrzałam na zegarek. O kurwa! Zerwałam się z łóżka i pognałam do walizek, wyciągnełam byle jakie ciuchy i buty. Ubrałam się i umalowałam kosmetykami Corneli, nie miałam ochoty szukać swoich. Chwyciłam torbe z zeszytami i takimi tam, zeszłam na dół. W kuchni czekał już Mark i śniadanie. Posłał mi uśmiech, którego marnie odwzajemniłam i usiadłam do stołu.
- Wyspana? - zapytał się siadając obok mnie i chwytając pieczywo. Haha... ja wyspana? Cornela mnie męczyła chyba do 2 w nocy i ja mam być wyspana?
- Nie za bardzo. - powiedziałam i zaczełam robić sobie kanapkę z szynką, pomidorem. Dołączyła do nas dziewczyna, jak zawsze wesoła. Przyłączyła się do jedzenia.
- Lexi, Ty masz prawo jazdy? - spojrzałam pytająco na mężczyzne. Mam, przecież mam 17 lat i bez problemu zdałam prawo jazdy. - samochód Malika gotowy i zapłacone wszystko, podrzucisz mu? - że niby ja? No chyba nie. Pokręciłam przecząco głową jednocześnie czują wzrok Corneli na mnie.
- Jasne, że podrzuci. Pojadę z nią. - odparła zadowolona z siebie, chciałam ją udusić. To jest już szczyt jej możliwości. Po śniadaniu wsiadłyśmy w czarnego mustanga mulata, odpaliłam silnik i ruszyłam. Ta cisza w środku, praktycznie nie było słychać pracy silnika i naprawiona skrzynia biegów działała poprawnie. Jak na samochód chłopaka, był nawet przesadnie zadbany. Podjechałam przed dom mulata i wysiadłyśmy zamykając auto. Stanełam przed drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem. Drzwi otworzyły się z dużym impetem a w nich pojawił się Zayn w samych bokserkach. O kurwa! Pisnełam na jego widok, on się speszył a Cornelia ryła.
- Takich powitań nie miałam - powiedziała rozbawiona dziewczyna.
- Wejdźcie. - powiedział Malik otwierając szerzej drzwi.
- Ja tylko samochód odstawiam. - chciałam odejść, ale poczułam silne uderzenie w ramie.
- Wejdziemy. - powiedziała dziewczyna i pociągneła mnie do środka. Weszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie, w tym czasie Zayn ubierał się w pokoju.
- Nie mówiłaś, że taki ładny i ten rękaw tato...bosze.. - jej głos brzmiał jakby co najmniej orgazm przeżyła na jego widok. Ktoś schodził po schodach, miałam nadzieję, że to on.
》》 look - Cornelia 《《
Odwróciłam się do tyłu aby zobaczyć kto zaszczycił nas swoją obecnością. Byłam pewna, że to ten chłopak. Moim oczom ukazał się wysoki, z burzą loków na głowie i dość dobrze zbudowany chłopak. W tym momencie to ja normalnie orgazm przeżyłam i te jego dołeczki jak się uśmiechał. Podszedł do mnie bliżej, ukazując rząd białych zębów i podał mi rękę.
- Harry. - powiedział zachrypniętym a zarazem zmysłowym głosem.
- Cornelia. - powiedziałam powalona jego wyglądem, miałam przed sobą chodzący sex. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, taki ideał.
- Zayn zaraz zejdzie. - wzrok skierował na Lexi, była jakaś obca i taka spięta. Żal mi jej, los tak ją traktuje a ona nie zasłużyła na to. Wracają do mojego cudownego widoku, jaki on boski. Staliśmy tak chyba z wieczność, jego zielone oczy w moich. Jakie to cudowne. Było by wszystko cudownie gdyby nie Zayn, który przyszedł do nas. On też niczego sobie, jest na czym oko zawiesić. Lexi automatycznie z poważniała na jego widok. Przecież to widać, że oni razem by pasowali do siebie. Nie wiem dlaczego ta dziewczyna olewa go i mu nie powiedziała. Potem będzie cierpieć.
- Dzięki za auto. - posłał na uśmiech, ona jak zwykle zrobiła to z trudem. Wstała i podeszła do mnie.
- Możemy już iść? -spojrzała na mnie zła, no może źle zrobiłam wpychając ją tutaj. No ale gdyby nie to, to bym Harrego nie poznała, prawda? No właśnie.
- Podrzucimy was do szkoły. - zaoferował Zayn, perfidnie wlepia wzrok w Lexi a ta kretynka nie może tego wykorzystać czy nie potrafi?
- Przejde się. - powiedziała i wyszła z domu. Co jej strzeliło do tej chorej głowy? Ona naprawde jest ślepa! Miłości trzeba pomóc. Zayn bez słowa chwycił plecak i bluze, wyszedł z trzaskiem drzwi. No to super, sam na sam z nim? Kurwa ja go nie znam!
》》 look - Lexi 《《
Co ona odwala? Usłuszałam huk drzwi, zapewne to z domu Malika. Ktoś biegł w moją strone, nawet nie miałam ochoty sprawdzać kto to.
- Co ja Ci zrobiłem? - usłyszałam głos Malika, spojrzałam na niego. Dlaczego mu tak zależy?
- Nicc... nie jestem osobą, z którą powinieneś się spotykać.
- Dlaczego? - jego ton głosu spoważniał. Musze mu to w końcu powiedzieć, nie potrafie go okłamywać. Mam dość ukrywać to..
- Po prostu tak będzie lepiej.
- A może ja chce? - czy do niego docierają słowa wypowiedziane z moich ust? Ja naprawdę mam tego dość, to jest takie trudne..
- Wiem wszystko.. - powiedział dumny, obawiam się, że tego nie wiesz. Doszliśmy do szkoły w milczeniu, na wejściu dostałam serie ciosów zabójczych spojrzeń lasek. No tak ide z Zaynem. - Nie przejmuj się nimi. - usłyszałam głos chłopaka za sobą i jego ciepły oddech na karku. Myślałam, że się rozpłynę. Nie wiem co on w sobie ma, ale przy nim czuje się lepiej. Weszłam do środka z mulatem i się rozdzieliliśmy. Poszłam pod sale od języka polskiego i stanełam przy oknie. Podeszła do mnie tleniona blondynka z tapetą na ryju i troche nieodpowiednim strojem do szkoły, zmierzyła mnie wzrokiem jakby była lepsza ode mnie.
- Odwal się od Zayna. - zaczeła wymachiwać mi tymi tipsami przed oczami, miała je tak długie, że spokojnie może śruby nimi odkręcać.
- yhhym..
- On nie jest dla córki alkoholiczki. - słucham? Wiedziałam, że i tutaj będzie tak samo. W tym momencie miałam ochotę uciec i wybuchnąć płaczem.
- Spierdalaj. - warknełam pełna złości. Co za suka!
- Odwalisz się czy mam Ci pokazać kto tu jest górą?
- Napewno nie Ty. - syknełam. Dziewczyna odeszła ode mnie i zaczeła gadać z laskami z mojej klasy. No to jestem skończona. Dlaczego znowu to samo? Ja mam dość już tego.. nie wytrzymam. Widziałam te spojrzenie, szepty i śmiechy w moim kierunku a ta tleniona blondynka jeszcze zadowolona sobie poszła.
- No to jak tam w melinie?
- Córka pijaczki.
- Ty też pewnie chlejesz z matką.
- Co za patologia z niej. - miałam dość tych wszystkich tekstów w moją strone, czułam jak moje oczy palą mnie od łez. Zaczełam biec jak najdalej stąd, nie chciałam dalej tutaj siedzieć. Biegłam korytarzem do wyjścia, nie przestając przy tym płakać. Dlaczego ja? Wpadłam na kogoś, nie miałam ochoty tłumaczyć się kim kolwiek była ta osoba. Wybiegłam ze szkoły i jak najszybciej znalazłam się w po bliskim lasku. Może tutaj mnie nie znajdą. Do moich uszu dotarł zachrypnięty głos loczka i mulata? Co oni tutaj? Zaczełam szlochać cicho, aby przypadkiem mnie nie usłyszeli. Skierowałam się w przeciwnym kierunku do nich, miałam nadzieje, że mnie nie zobaczą. Mój telefon zaczął dzwonić, serio? Kurwa Cornelia nie masz innego momentu? Nerwowo wyciągnełam telefon jednak ktoś przytrzymał mi dłoń przy kieszeni. W jednej chwili strach staną mi przed oczami, co teraz? Co ze mną?
- Mówiłem, że się zabawimy? - usłyszałam znajomy głos, ale trudno było mi go poznać.
- Zostaw mnie prosze...- po moich policzkach spadła kolejna seria palących łez. Chłopak bądź mężczyzna popchnął mnie na ziemie, upadłam mocno. Bałam się spojrzeć na tą osobe, chciałam aby to wszystko już było za mną. Aby ten koszmar wytrzymała a może i nie. Poczułam dłoń na mojej twarzy i szarpnięcie, które zmusiło mnie abym spojrzała na postać. Too był David.. ale on? Przecież mogę się wszystkiego po nich spodziewać. Zaczął wodzić ręką po moich nogach i coraz wyżej, płakałam. To było jedyne na co mnie teraz było stać, strach mnie paraliżował. Niech to się już skończy.
- David proszę. ..przestań - mój głos drżał a łzy spływały bezustannie. Zaśmiał się kpiąco, włożył rękę pod moją bluzkę i zaczął mnie dotykać. Niech to się skończy, błagam...zaczełam się wyrywać, chciałam aby to już mineło.
- Przestań suko! - warknął.
12.23.2013
Rozdział 3
******
- Lexi! - do mojej głowy docierał głos a raczej krzyk, który mnie wołał. Zaspana zeszłam do kuchni, w której moja matak siedziała przy stole z kawą Coo?Zrobiłam wielkie oczy na ten widok. Zazwyczj widziałam ją zalkoholem, ale nie rak jak teraz.
- Wyjeżdzam na 2 dni. - powiedziała, bez żadnych emocji, tak jak bym była nikim w jej oczach. Z resztą tak było, uważał, że to moja wina, że to ja zabiłam tate. Przyzwyczaiłam się do tego, żadnego wrażenia nie robiło na mnie jej zachowanie.
- Coś jeszcze?
- Tak, masz zająć się domem! - Haha? Ten burdel nawet ekipa sprzątająca by nie ogarneła w jeden dzień a co dopiero ja i to w dwa dni. Z aśmiałam się kpiąco.
- Pomyślmy..hym.. nie!
- Stawiasz mi się gówniaro? - wstała z krzesła i podeszła do mnie bliżej.
- Twój burdel i sama se sprzątaj.
- W taki razie wynoś się z tego domu! - zamurowało mnie, własna matka wyrzuca mnie z mojego domu? Przecież tak matka nie postępuje, nie wyrzuca swojego dziecka z domu. Rozumiem jakbym miała 18 lat, ale teraz? Ktoś sobie kpiny ze mnie urządza. Nie miałam ochoty się kłócić, to wszystko jest chore.
Ale skoro ona chce abym się wyniosła, to tak też zrobie.. tylko gdzie? Jedyna osoba na którą moge liczyć to Mark, ale on ma żone i córkę w moim wieku. Nie będe im wchodzić na głowę.. Coś wymyślę. Weszłam do swojego pokoju, wygrzebałam jakieś czyste ciuchy i je ubrałam:
Spakowałam się do szkoły, szczerze to nie mam zamiaru tam iść, ale musze. Nie mam zamiaru uciekać przed swoim życiem, wręcz przeciwnie. Wyszłam z domu i skierowałam się do szkoły. Po drodze zachaczyłam do Starbucks'a po kawe, uwielbiam to miejsce. Zapłaciłam i wyszłam idą do szkoły. Upiłam kilka łyków i piłabym dalej gdyby nie jakaś ofiara, która wytrąciła mi kubek z ręki. Zmierzyłam postać, która szczerzyła się ze swojego czynu. Gratuluje głupoty debilu! Jeszcze tego tutaj brakowało, chciałam go wyminąć, ale poczułam silną dłoń na moim ramieniu co spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Nie mam dzisiaj nastroju na żarty a najwidocznie ten chłopak ma!
- Nie uciekaj mi! - rzucił tym swoim zachrypniętym głosem, przewróciłam oczami.
- Mam dla Ciebie propozycję, spierdalaj! - powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo, mina jego nie była zachwycająca. No cóż pewnie się spodziewał, że jak te wszystkie jego laski padne na kolana i wezme się za robote. O nie! Nie jestem szmatą ani dziwką!
- Uspokój się, pobawimy się.. - Jprdl, mów po ludzku a on nie ogarnia!
- Nie dociera do Ciebie proste słowo spierdalaj? - warknełam i z dużym impetem go wyminełam. To wszystko staje się jakieś dziwne, co mnie jeszcze dzisiaj spotka? Wydaje mi się, że od kąd chodze do tej szkoły moje życie się komplikuje bardziej. Moim oczom ukazał się czarna BMW x6, z której wysiadł pan Malik. Miał na sobie czarne rurki, czarną koszulkę i do tego czarną skóre. Boszee jak on bosko wyglądał, nie zakochałam się w nim. Ale przyznać mogę, był przystojny. Weszłam przez bramę i wbiegłam schodami do głównego wejścia szkoły.
- Zaczekaj! - usłyszałam czyjś głos. Znowu ten dupek? Ile razy można powtarzać? Nabrałam powietrze w płuca i je szybko wypuściłam.
- Odwal się ode mnie, spierdalaj! - odwróciłam się i moim oczom ukazał się Zayn a nie loczek. Zrobiło mi się głupio. - Ja.. no..przepraszam. -rzuciłam zmieszana.
- Coś się stało? - Łał Malik się martwi o mnie? Hahaha a to dobre.
- Twój kumpel, to się stało! Odwalcie się ode mnie! - powiedziałam widząc loczka wchodzącego w brame, aż mi się słabo zrobiło. On ma coś z głową.
- Chce być miły, ale masz racje niepotrzebnie. - wyminął mnie i wszedł do środka zostawiają mnie ze zbliżającym się loczkiem. Tak szybko jak go zobaczyłam blisko siebie, tak szybko weszłam do środka. Odszukałam sali, w której według planu miałam mieć matme. Dzień zaczął się cudownie, lepiej być nie może. Zobaczyłam blondynkę siedzącą na parapecie coś czytając, podeszłam do niej i spojrzałam na okładkę "Droga do cmentarza". Co ona czyta? Posłała mi uśmiech i zrobiła miejsce na parapecie. Usiadłam obok niej.
- Gadałaś z Malikiem. -spojrzałam na nią pytająco.
-No widziałam was przed chwilą, uważaj na siebie. - czuje się jak w jakimś kriminale, wszystko to jakieś zagadki.
- Dlaczego mam uważać? - patrzyłam z grobową miną, on wydawał się nawet miły.
- Jego siostra zgineła w wypadku i od tamtego czasu się zmienił.. jest brutalniejszy, groźniejszy, ostry i chamski. Na dodatek w tam tym roku pobił jakiegoś chłopaka bo go obraził. - momentalnie moje oczy się rozszerzyły, to jego siotra. Miałam racje, musze trzymać się z daleka od niego i jego kumpli. Przecież on mnie znienawidzi jak się dowie.. będe skończona. Mam dość tego.. To wszystko jest ..ehhh. Zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcje, zeskoczyłam z parapetu i moim oczom ukazał się Malik i Styles obok drzwi do sali, w której miałam mieć matme. Czy ja będę skazana na niego do końca życia? Nie ruszyłam się z miejsca, cały czas gapiłam się na postać w króczo czarnych włosach. Nie wierze, że on był by wstanie kogoś pobić. Nie on, może go nie znam tak dobrze.. Nasze spojrzenia się spotkały na co moja reakcja była jednoznaczna, odwróciłam wzrok. Może to trochę dziwne, ale nie jestem jak te wszystkie laski, które na niego lecą a jest na co. Poczułam szarpnięcie, była to Abby. No tak czas do klasy, weszłyśmy do klasy a za mną i nauczycielem weszli oni. Usiadłam z Abby w środkowym rzędzie, w przed ostatniej ławce. Ciekawiło mnie co oni tutaj robią i dlaczego na tej lekcji co ja mam.
- Zrobicie zadania a ja z chłopakami będę pracował nad projektem. - mój wzrok automatycznie znajdował się na nich. Wyjełam zeszyt i coś do pisania. Nie miałam zamiaru robić zadań z pierwiastkami i potęgami, nie rozumiem takiej potrzeby. Pare razy widziałam jak ich wzrok leciał w moją stronę, nawet nie miałam ochoty tego odwzajemniać.
- Kto to wymyślił? - usłyszałam cichy głos mojej sąsiadki, że tak to ujme. Zaśmiałyśmy się razem, nie jestem jedyną osobą, która ma w dupie matme.
- Lexi czemu nie robisz zadań? - usłyszałam prze miły głos nauczyciela, aż mnie zmuliło.
- Hymm.. pomyślmy.. bo nie rozumiem? - rzuciłam obojętnie, oczywiście nie obeszło się bez spojrzeń wszystkich tu obecnych. Nie mają swojej dupy, że moją się zajmują? Przecież moja ciekawsza, zapomniałam.
- Harry ty jesteś dobry z matematyki, pomożesz? - wytrzeszczyłam oczy, on? Zayn obserwował moją reakcje uważnie, ale to mniej istotne teraz. Niee no!
- Jasne. - wstał z miejsca.
- Jeżeli on zbliży się do mnie to wyjde z tej sali! - powiedziałam oburzona. To jest gruba przesada, niech on trzyma się zdala ode mnie. To dla jego dobra.
- Wytłumacze Ci tylko zadanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkim zbliżając się do mnie.
- Tak samo jak ostatnio i dzisiaj rano? Nie dziękuje. - rzuciłam i zaczełam się pakować, wstałam i wyszłam z klasy. Co za dzień koszmarny. Usłyszałam otwierające się za mną drzwi, pewnie to nauczyciel..
- Lexi! - usłyszałam wołanie znajomego głosu, odwróciłam się. Jeszcze on? Bez namysły zaczełam iść przed siebie nie zwracając na jego wołania. On i jego kumpel mnie już wkurwiają! Wybiegł przede mnie zagradzając mi tym samym drogę, chciłam się odwrócić, ale on mnie przytrzymał.
- Wróć na lekcję. - powiedział spokojnym i opanowanym głosem. Słuchałam go patrząc w podłogę.
- Po co? Nie mam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z nim.
- Chyba nie chcesz wylecieć z kolejnej szkoły? - spojrzałam na niego ździwiona, skąd on..wie? Jprdl śledzi mnie czy co?
- Nie patrz tak na mnie, wiem wszystko.. - wszystko? Gdybyś wiedział wszystko to by Cię tutaj teraz nie było.
- Czekam w sali, aż się pokażesz i Ci wytłumaczę zadanie - powiedział posyłając mi szczery uśmiech. Do chuja jaki on ma cel w takim zachowaniu? Chce abym mu samochód za darmo oddała? Bo nie rozumiem go.. no ale miał racje co do szkoły... zawróciłam i weszłam jak gdyby nigdy nic do klasy. Mulat z uśmiechem na twarzy patrzył na mnie, nie miałam ochoty odwzajemnić czynu i po prostu usiadłam na krześle. Abby siedziała z grupką dziewczyn, które mnie mierzył wzrokiem jak najgorszą. Po chwili podszedł do mnie Zayn, widać było po jego przyjacielu niezadowolenie. I dobrze mu, dupek! Usiadł obok mnie, nawet za blisko. Chwycił mój długopis, który zdąrzyłam wyjąć jak i zeszyt. Z uwagą zaczełam mu się przyglądać: pełne i delikatne wargi, idealny zarys szczenki, karmelowe oczy i te włosy... Lexi przestań! - skarciłam się w myślach. Mulat zaczął notować coś w moim zeszycie i po chwili podał mi zeszyt ze zrobionym zadaniem. Posiedział chwile a potem wstał i wrócił do nauczyciela. A te laski...myślałam, że mnie zabiją wzrokiem. Zaczełam przeglądać zadanie zrobione przez chłopaka i dopatrzyłam się jakiejś wiadomości na marginesie. Zaczełam czytać, zamurowało mnie.
*Teraz to ja Ci pokaże jak się jeździ, tylko poproszę o naprawe auta.*
Po przeczytaniu krótkiej wiadomości uśmiech wkradł się na moje usta, nawet nie wiem dlaczego. No ale zapomnij! Nie ma mowy, koniec z naszą znajomością. Spojrzałam na klase, która się pakowała. Uczyniłam to samo i chwilę później usłyszałam dzwonek. Jakoś nie mogłam się skupić na lekcjach, dlaczego? Sama nie wiem o co chodzi, o Malika? Nie, to nie o niego. Dobra koniec. Wyszłam ze szkoły i ku mojemu ździwieniu stał z tymi dwoma przygłupami. Aż mi się odechciało iść tamtędy, ale niestety to jedyna droga wyjścia. Ruszyłam jak gdyby nic, zaczełam przepychać się przez nich.
- Komgo my tu mamy? - usłyszałam ten zachrypnięty głos, po którym miałam ochotę żygać. Nie trawiłam tego chłopaka.. Udawałam, że nie słyszę ich. Na szczęście nie zatrzymywali mnie. Nie miałam ochoty wracać teraz do domu, a jedyne miejsce do którego moge iść to warsztat.
******
Weszłam do warsztatu, nikogo nie mogłam znaleźć. Otwarte i brak osoby pilnującej. Weszłam do biura, Mark rozmawiał z kimś przez telefon. Nie chciałam mu przeszkadzać, wyszłam. Podeszłam do Mustanga mulata, nie powiem auto robi wrażenie. Usłyszałam otwierające się drzwi od biura.
- Co tam? - mężczyzna staną po mojej prawej.
- Do dupy.. matka mnie wyrzuciła z domu. - czułam zbierające się łzy w kącikach moich oczu. Nie rycz, masz być silna! Usłyszałam głos w mojej głowie, ale ja nie potrafię już udawać.
》 》 look - Zayn 《《
Zmierzałem od warsztatu w celu uzgodnienia odbioru auta i czy mam wpłacić zaliczkę. No dobra mam też inny cel, zobaczyć tą dziewczynę. Nie wiem co mnie ciągnie do niej, ale wiem jedno to jest silniejsze. Ona jest inna niż te laski w jej wieku ze szkoły. Podeszłem do bramy garażowej, która była otwarta. Usłyszałem szloch i jej głos. To napewno jej głos, poznałbym go wszędzie.
- Wyrzuciła mnie z domu, dlaczego? - jej głos drżał, aż mnie w sercu zakuło.
- Dasz radę nie płacz.- pocieszał ją jakiś mężczyzna, był to chyba właściciel.
- Ja już nie daje rady.. to koniec..
- Nawet tak nie mów! - głos faceta był stanowczy.
- Nie dam rady dłużej...- płakała.. zobaczyłem wybiegającą Lexi, była zapłakana. Pobiegłem za nią, niewiadomo co jej strzeli do głowy w takim stanie. Po chwili gonienia zpłapałem ją.
- Zostaw mnie! - krzykneła, ale miałem to gdzieś. Przytuliłem ją mocno, wyrywała się. Po pewnym czasie wyrywania ustała, szlochała w moje ramię. Taka bezbronna i niewinna.
- Co się stało? - zapytałem spokojnym głosem, na moje pytanie zadrżała. Zdałem sobie sprawe, że ona mnie przecież nie zna i nie będzie chciała mi się zwierzać o problemach.
- Mam dość wszystkiego. - powiedziała cicho.
- Chodź, napijemy się kawy u mnie i się ogarniesz. - po patrzyła na mnie niepewnym wzrokiem, jakby się czegoś obawiała. W sumię to ją rozumiem.. W ciszy doszliśmy do mojego domu, mieszkam z Hazzą. Sądząc po tych akcjach z nim nie będzie zadowolona jak go zobaczy. Ku mojemu zaskoczeniu auta jego nie było przed domem, odetchnąłem z ulgą. Weszliśmy do środka, zostawiłem ją w salonie a sam poszedłem zrobić herbatę. Kawa zdecydowanie odpada, ma za duże ciśnienie. Po skończonej czynności usiadłem obok roztrzęsionej dziewczyny i podałem jej kubek z ciepłą herbatą.
- Dlaczego to robisz? - usłyszałem jej pytanie i co ja mam jej powiedzieć? Ciekawi mnie twoja osoba, podobasz mi się ale nie mam odwagi tego ci powiedzieć? Sorry ale to odpada.
- A dlaczego nie?- pytanie na pytanie? To nie był chyba dobry ruch z mojej strony. - Powiesz mi co się stało?
- Matka mnie wywaliła z domu. - po jej policzkach spłyneły łzy, które szybko wytarła. Która normalna matka wyrzuca swoje niepełnoletnie dziecko?
- A ojciec? - zamilkła na chwilę. Chyba to nie było dobre pytanie.
- Nie żyje.. - powiedziała cicho a jej głos był płaczliwy, rozpłakała się. Przytuliłem ją, nie stawiała oporu. Widocznie tego jej było trzeba, jak i trzeba jej noclegu. No ale co zaproponuje jej nocleg u siebie? Słucha Lexi mieszkam z Harrym i możesz zostać ile chcesz. Tak wiem jak to brzmi. Usłyszałem otwierające się drzwi, no to wpadłem. Kurwa Harry co za wyczucie czasu! Do salonu wparował Hazza, stanął jak wryty. No tak fajny widok, ja przytulam rozpłakaną Lexi u siebie w domu.
- Co tu się dzieje? - automatycznie oderwała się ode mnie na te słowa i podniosła do pionu. Super Harry, Thx. Zmroziłem go wzrokiem.
- Znowu Ty? Czy odpierdolisz się ode mnie?
- No sorry za tam to, ide do siebie. - loczek poszedł na góre, zaskoczona dziewczyna spojrzała pytająco na mnie. No to wpadłem..
12.19.2013
Rozdział 2
__________________________________________________________
Kolejny dzwięk mojego budzika doprowadzał mnie do szału, ale najgorsze było to, że nie wiem gdzie on jest. Leży gdzieś i ciągle dzwoni. Do cholery gdzie jesteś? Zaczełam grzebać pod łóżkiem skąd dochodził dźwięk dzwonka, wyciągnełam go razem z innymi rzeczami. Wszystko co potrzebne znajdziesz pod moim łóżkiem. Wyłączyłam telefon i zaczełam się szykować do szkoły. Hahaha... do szkoły? Ooo nie! Moja noga po wczorajszym wydarzeniu tam nie stanie! No ale musze się ulotnić na czas trwania lekcji z domu, bo matka będzie się czepiać. Ona nawet nie wie, że zmieniłam szkołę. Ubrałam na siebie:
Chwyciłam torbę z potrzebnymi rzeczami, które się w niej znajdowały. A mianowicie kosmetyczka, perfumy, jakaś dobra lektura, portfel, notatnik, słuchawki, telefon i jakiś sok. Nic więcej mi nie było potrzebne. Skierowałam się do drzwi frontowych, na dworze było trochę chłodniej niż wczoraj. Chwyciłam jeszcze jakąś bluzę i wyszłam jak najdalej stąd. Co teraz? Do szkoły nie idę .. warsztat! Mark zawsze pozwalał mi siedzieć w nim ile się wlezie i czasami pomagałam jemu albo pracownikom w drobnych sprawach. Nie lubię jeździć autobusami, więc wybrałam spacerek a warsztat był jakieś 30 min drogi.
******
Na horyzoncie zobaczyłam wielki szyld z napisem "Auto serwis Paul's", do tej pory nie zmienił nazwy. Jestem mu wdzięczna, że chociaż jest w nim coś naszego, znaczy moje i mojego taty. Z uśmiechem wkroczyłam do środka, zapach smaru i benzyny to moje dzieciństwo. Zauważyłam Marka przy niebieskiej, sportowej Audi. Podeszłam do niego i stanełam za plecami.
- Ja w sprawie samochodu. - powiedziałam z nutką rozbawienia w głosie, mężczyzna odwrócił się a na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Dawno Cię nie widziałem, co u Ciebie? - Mark był przyjacielem rodziny i zawsze był pierwszy, który wiedział o problemach w rodzinie. Ciężko było mi przed nim ukryć wiele rzeczy, więc i tym razem pewnie bym nie dała rady tego zrobić.
- Sam dobrze wiesz jak jest. - powiedziałam nie co ciszej, nie chciałam aby usłyszał mój drżący głos. Zawsze kiedy miałam rozmawiać o moich problemach coś we mnie pękało.- Nie chce o tym rozmawiać. - wzruszyłam ramionami bezradnie. Mark chciał mnie przytulić, ale ja zdecydowanie wolałam tego nie preferować, był cały ubrudzony smarem.
- Chcesz mi pomóc? - zapytał zachęcająco na co ja skinełam głową. - Poszukaj sobie jakiś ciuchów. - tak jak kazał tak też zrobiłam. Poszłam do tyłu w poszukiwaniu jakiś moich ubrań, które tutaj zostawiłam. Wyciągnełam poplamione farbą szare dresy i zieloną bokserkę po tej samej przygodzie co dresy. Włosy spiełam w luźnego koka i wyszłam gotowa do pomocy. Mężczyzna po trzydziestce zacmokał na mój widok i uśmiechnął się szeroko.
- Gdybyś miała naprawiać mój samochód, to bym codziennie go rozwalał. - zaśmiałam się na jego słowa, on nigdy nie przestawał prawić komplementy kobietom. Taki tam babiarz.
- Hoho.. skąd byś wziął tyle kasy? - zaśmiałam się, oparłam się dłońmi o maskę samochodu i spojrzałam na miejsce, w którym powinien znajdować się silnik.
- Bank bym obrabował. - zaśmialiśmy się, uwielbiam jego jak i poczucie humoru, które nosi ciągle przy sobie. - Audi zostawiamy i bierzemy się za koło zamachowe w Mercedesie. - tak jak powiedział podeszliśmy do czarnego Mercedesa klasy C. Mark podniósł auto na podnośniku, na wystarczającej wysokości. Weszliśmy pod auto i rozejrzałam się po cały podwoziu, nie było w dobrym stanie. No ale to nie moje auto.. - Podasz mi klucz żabkowy 6mm?- tak jak mnie prosił, to zrobiłam i podałam mu klucz, o który prosił.
- Proszę.. - powiedziałam wyciągając w jego strone klucz. Zaśmiał się.
- O niee.. to twoja działka. - wskazał na śruby, które czekały na odkręcenie. Zabrałam się do roboty i zaczełam odkręcać śruby, łatwo nie było, ale jakoś se poradziłam. Mark ostrożnie wyjął koło z auta i zaczął przyglądać się jak jest złożone aby potem przy wkładaniu nie popełnić błędu. Usłyszałam podjeżdzające auto na podjazd, spojrzałam pytająco na mojego towarzysza. - Idź, kiedyś musi być ten pierwszy raz. - posłał mi uśmiech, który miał chyba za zadanie dodać mi otuchy. Wyszłam z warsztatu, zauważyłam czarnego Mustanga z czerwonymi elementami, które łączyły ładną całość
i mulata z króczo czarnymi włosami. Stop! Wstecz! Mulata z króczo czarnymi włosami? Zayn Malik! Bosze, nawet tutaj musi być on? Nie wystarczyła mu wczorajsza akcja przed szkołą? Jego wzrok utkwił na mojej osobie i staną jak wryty. Po jego zachowaniu mogę wywnioskować, że nie spodziewał mnie się tutaj. I to ma być mój pierwszy klient? Sorry ale wypisuje się z tego.
- Coo Ty tutaj robisz? - rzucił.
- Pracuje? - zrobił ogromne oczy. No tak przecież to nie zawód dla kobiety.. jeszcze rączki sobie połamie, co nie panie Malik? Mężczyźni zawsze muszą być górą prawda? O nie mój drogi albo przetrawisz, to że ja Cię obsłuże albo spierdalaj!
- Łał. Nie spodziewałem się tego. - teraz nagle taki towarzyski się zrobił co do mojej osoby? Hahaha.
- Super, co jest?
- Nic.
- Nie pytam o Ciebie tylko o auto. - chłopak poczuł się zmieszany, przejechał ręką po karku. Przewróciłam oczmi, dość że przystojny to jeszcze zapatrzony w siebie, gnojek! Przecież jest tyle serwisów w okolicy, no ale musiał odwiedzić ten!
- No tak. Skrzynia biegów coś szfankuje. - coś to raczej tobie szfankuje w mózgu. Podeszłam do samochodu i mulata. Wyciągnełam rękę po kluczyki, chłopak nie wiedział o co mi chodzi, jego wzrok był pytający.
- Kluczyki. - rzuciłam i przewróciłam teatralnie oczmi. Jak można być taki pustakiem? Po chwili dostałam kluczyki i wsiadłam do auta nie zamykając drzwi. Ten kretyn zamiast wziąść do środka to stał i wlepiał wzrok we mnie. Pajac! - Wsiadasz? - zapytałam i zamknełam drzwi. Zayn wsiadł na miejsce pasażera, odpaliłam auto i wyjechałam na wsteczym. - Pas! - mój ton był poważny. Nie mam zamiaru odpowiadać za śmierć tego debila, chociaż taka niepełnosprawna osoba umysłowo powinna zginąć. Według mojego polecienia zapiął pas, wjechałam na pas lotniskowy. Należe do serwisu, zawsze tutaj były testowane auta i sprawdzane.
- A ty czemu nie zapniesz pasa? - usłyszałam głos Malika. Zaśmiałam się.
- Bo je nie mam nic do stracenia i nie mam zamiaru odpowiadać za śmierć takiego krtyna jak ty. - rzuciłam i dodałam gaz do dechy, zmiana biegu, kolejna, kolejna. Nic się nie liczyło tylko gaz, kierownica i droga. Malik był trochę zestresowany i pewnie się bał. Jakaś wariatka bierze od niego klucze, prowadzi jego auto i nie zapina pasu a na dodatek jedzie jak opentana. Chłopak miał racje, przy zmianie biegu z 4 na 5 wystąpił problem, coś blokowało w środku. Wjechałam autem do hali i zaparkowałam na odpowiednim stanowisku, chłopak obok odetchnął z ulgą. Wysiadłam z auta i zobaczyłam zadowoloną twarz Marka.
- Przeżył? - zapytał rozbawiony, zaśmiałam się. Mulat wysiadł z auta i zaczął się nam przyglądać.
- A dlaczego miałby nie przeżyć? - spojrzałam na bladego Zayna, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem no ale nie wypadało. Opisałam problem Mustanga, razem z Markiem uzgodniliśmy zakres napraw i kosztorys, z którym zgodził się chłopak.
- Sorry za wczoraj. - usłyszałam głos Malika. Spojrzałam na niego, chcąc czy nie chcąc on mnie przeprosił? A to dobre.
- Ty mnie przepraszasz? No tak za stanie obok i patrzenie jak twoi kumple chcą mnie zgwałcić.
- Nie chcieli tego, to dla nich zabawa.
- Zabawa? Weź już zejdź mi z oczu bo nie ręcze za siebie. - zmroziłam go wzrokiem, chłopak widocznie nie miał ochoty się ze mną kłócić i po prostu wyszedł. Zauważyłam pytający wzok Marka. Nie miałam ochoty mu wszystkiego teraz opowiadać, poszłam się przebrać i umyć. Ubrałam swoje poprzednie ciuchy i wyszłam z serwisu przedtem żegnają się z mężczyzną. Co mi się jeszcze przytrafi? Jeden dzień w nowej szkole a tyle przygód, to co mnie czeka po miesiącu? Komedia, dramt i horror w jednym? Zastanawiam się czy ja przypadkiem nie uciekam przed prawdą i moim życiem. Nawet teraz uciekłam z warsztatu, bo prawda chciała ujrzeć światło dzienne. Co ja robie ze swoim życiem? A może co inni z nim robią?
******
Weszłam do domu, jak zawsze odór alkoholu uderzył w moje nosdrza. Miałam ochotę żygnąć, to dom czy melina? Wydaje mi się, że to drugie. W tym domu nic nie jest normalne oprócz mojego pokoju i łazienki. Weszłam a raczej wbiegłam.. nie mogłam tam dłużej wytrzymać. To wszystko staje się męczące. Eh.. walnełam torbę na łóżko a sama usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Na ekranie pojawiło się zdjęcie moje i mojego taty, tak na sercu jakoś lżej się zrobiło. Uśmiechnełam się mimowolnie, tęsknie za nim.. Opaliłam twittera, zaczełam przeglądać wpisy znajomych. Moim oczom ukazał się wpis, tzn tweet Zayna.
**Jechałem z wariatką, opentaną dziewczyną i w dodatku moim autem.**
Coo? Ja jestem wariatką i opentaną dziewczyną? Jego chyba pojebało i to ostro. Niech nie liczy, że szybko wyjedzie tym swoim autem z naprawy. Ja się o to już postaram, będzie latać i prosić abym oddała mu auto. Zaczełam wstukiwać literki na klawiaturze tworząc jedną całość i udostępniając.
**Niektórzy wbijają się w fotel przy małej prędkości i wyglądają jak ściana.**
No to powodzenia Malik, zaśmiałam się w myślach. Chwyciłam laptopa i położyłam się na łóżko oglądając jakiś film. Nawet nie wiem kiedy zrobiło się tak późno, wstałam z łóżka i powędrowałam pod prysznic. Wskoczyłam do łóżka, chwilę jeszcze myślałam o tym wszystkim.. zasnełam..
12.12.2013
Rozdział 1
Jestem ciekawa waszych reacji i opini. Miłego czytania. Zapraszam do komentowania.
________________________________________________________________________
"Ide środkiem ulicy, mijają mnie samochody, nikt mnie nie widzi. Dlaczego? Widze tylko czarne i białe, martwe albo żywe. Co jest? Dlaczego nikt nie zwraca na mnie uwagi? Czy ja żyję? Mamo! Tato! Gdzie jesteście? Zaczełam obwracać się dookoła własnej osi, widok za mną... każde auto rozwalone.. Zaczełam biec w tam tym kierunku szukając czerwone Porshe, nigdzie go nie było. Gdzie oni są? Po moich policzkach zaczeły płynąć słone łyz, którymi się dławiłam. Musze ich znaleźć! Zaczełam biec przed siebie, coraz szybciej i szybciej. Potykałam się o własne nogi, upadłam na czerwony asfalt. Podniosłam się na dłoniach i spojrzałam przed siebie... na horyzącie czerwone Porshe.. rodzice.. Nie miałam siły... coś mnie blokowało. Co jest do cholery? Mamo! Tato! Zaczełam krzyczeć rozpaczliwie, nie.. oni odchodzą... nie!!! Błagam nie! Asfalt, czerwony asfalt zaczął się zapadać pod ziemię... Ogarneła mnie panika, nerwowo zaczełam się rozglądać na wszystkie strony. Wszystko zapadło się pod ziemię, coś mnie puściło.. zaczełam spadać w dół jak wszystko. Nic nie czułam, zamknełam oczy. Nie chciałam widzieć tego dramatu, wszystko legło w gruzach. Co jest? Niech mnie ktoś z tego wyciągnie! Błagam! Usłyszałam huk, poczułam silne uderzenie..."
Do mojej głowy dotarł ogromny huk z dołu mieszkania. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. To był mój pokój, odetchnełam z ulgą. Mam dość tych koszmarów, męczą mnie od pogrzebu taty. Tak jakby chciał mi coś w nich powiedzieć, ale ja kompletnie nie wiem co. Brakuje mi go i to strasznie. Wszystko się zmieniło od tego feralnego dnia, może gdybym go tak nie pośpieszała, to by żył? Przecież nie cofnę czasu a tak bardzo bym chciała. Do mojej głowy dobiegł z dołu kolejny huk a raczej łomot, zwlekłam się z łóżka. Zaspana wkroczyłam do salonu, w którym moja matka, bo mamą ją nie mogę nazwać leżała pjana na kanapie. Westchnełam ciężko, to wszystko jest jak jakiś koszmar.. chciałabym się z niego wybudzić ale nie wiem jak. Zaczełam zbierać porozwalane butelki po całej podłodze i wrzuciłam je do kosza. Spojrzałam raz jeszcze na kanape, chciałabym aby to wszystko już mineło. Eh.. Weszłam schodami na górę i skierowałam się do mojego pokoju. Otworzyłam okno, uderzył mnie ciepły, letni wiaterek. Wyciągnełam papierosa, usiadłam na parapecie i zaciągnełam się dymem nikotyny. Jedyna rzecz jaka pozwala mi chociaż na ułamek sekundy oddalić się od tego wszystkiego. Mój wzrok przykuł lecący samolot, zaczełam śledzić go wzrokiem. Ciekawe jak to jest, latać samolotem. Nigdy nie leciałam, nie miałam okazji. Musi to być fantastyczne przeżycie. Niedopałek wyrzuciłam na ogród a okno zamknełam. Wsunełam się pod ciepłą kołderkę i zmożył mnie sen.
Usłyszałam głośne pikanie mojego pudzika, miałam ochotę go wypierdolić przez okno. Fakt faktem jedyne co mnie powstrzymało, to że jest mój telefon. Po dłuższym dzwonieniu w końcu go wyłączyłam i zwlekłam się z łóżka. Nowa szkoła czeka! Rzuciłam w myślach, od razu miałam ochote skoczyć z mostu.
Kto wymyślił szkołę prywatną i po jaką cholere ja mam do niej chodzić? Szkoła dla pustych dzieciaków bogatych rodziców, owszem nie brakuje mi kasy a nawet wręcz przeciwnie, ale pomysł z prywatną szkołą to dupa. Nie wiem co mnie tam czeka i nie mam zamiaru tego wiedzieć. Wkroczyłam do łazienki, zrobiłam lekki makijaż. Nie jestem fankom plastikowych lalek i tapet na ryju. Może dlatego, że wychowywałam się wśród smaru, zapachu benzyny, wyścigach, paleniu gum? Mój tata miał jeden z najlepszych serwisów samochodowych w Londynie, teraz jego przyjaciel Mark go prowadzi. Od czasu do czasu tam wpadam ale to nie jest ten sam serwis co kiedyś.. Nic nie trwa wiecznie. Założyłam na siebie:
Chwyciłam torbę z kilkoma zeszytami, no bo po co mi podręczniki i jeszcze mam to niby dźwigać? No raczej nie! Wziełam białe słuchawki i swojego Iphone.
Wyszłam z domu, bez słowa. Po co mam mówić, że gdzieś wychodzę skoro matka pjana i ma mnie w dupie. Tata pewnie w grobie się przewraca, jego żona pije a córka zachowuje się jak najgorsza. Eh.. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenkę: Beyoncé - I was here. Kocham tą piosenkę, jest taka wzruszająca i przypomina mi te wszystkie cudowne momenty w moim życiu. Do nowej szkoły miałam jakieś 15 min drogi, nie miałam zamiaru się śpieszyć tylko dlatego, że za 10 min dzwonek. Wręcz przeciwnie, zwolniłam swoje tempo do minimum. Kiedyś musze się tam pokazać, bo wywalą mnie z kolejnej..
******
Szkoła jak każda inna, no może trochę ładniejsza. I ci pieprzeni ochroniarze, sprawdzają każdego ucznia torby.. To szkoła czy więzienie ? Bo mi to wygląda jak więzienie o zaostrzonym rygorze. Zaczełam przemierzać pustym korytarzem, było grubo po 8:00. Znalazłam sale z napisem "Chemia", tak miałam mieć teraz chemie. Nienawidze tego przedmiotu, nie wiem kto go wymyślił ale wiem jedno musiał być pierdolnięty. Otworzyłam drzwi do klasy i z dużym impetem weszłam do środka, wszystkie spojrzenia skupiały się na mojej osobie. Myślałam, że laski pożrą mnie wzrokiem. Nauczycielka była zła, wręcz wkurwiona delikatnie mówiąc.
- A Ty to kto? - rzuciła surowym tonem. Myślała, że będe się bać? No sory, ale niższa ode mnie jest o głowe.
- Nie przypominam sobie abyśmy byli na "ty".
- Młoda damo przychodzisz spóźniona i takie zachowanie.
- Za to moi rodzice płacą a jak Ci się nie podoba to droga wolna.- rzuciłam i skierowałam się do ostatniej ławki w rogu klasy. Nie wiem co ona se myśli, ale ja nie mam zamiaru być potulna dla niej. Całą lekcje obserwowała mnie uważnie, za każdym razem kiedy spoglądała na mnie śmiałam się. No cóż, tak właśnie to jestem cała ja. Po lekcji poszłam w poszukiwaniu kolejnej sali, tym razem od biologi. Po jakimś czasie znalazłam sale, usiadłam pod ścianą.
- Zapomniałaś coś. - usłyszałam głos obok siebie, spojrzałam na na postać obok mnie. Stała dość wysoka dziewczyna z niebieskimi oczami i długimi blond włosami. Podała mi zeszyt i usiadła obok mnie.
- Dzięki. - rzuciłam chowając zeszyt do torby.
- Abby jestem. - podałam mi dłoń i się uśmiechneła, odwzajemniłam czyn.
- Lexi.
- Jesteś nowa? - brawo Abby! Punkt dla ciebie za spostrzegawczość.
- Taak. - zaczełam błądzić wzrokiem po korytarzu pełnego ludzi, mój wzrok przykuła grupka chłopaków. Zaczełam uważnie ich analizować.. Jeden miał kręcone loczki, czarną bokserkę i do tego czarne rurki. Drugi miał króczo czarne włosy, był mulatem a na sobie miał czerwoną koszule w kratkę i do tego zwykłe rurki. Trzeci miał ful capa i nie mogłam zauważyć jego fryzury, był ubrany w szare dresy i białą bokserkę. Nie powiem, zrobili na mnie wrażenie..
- Zayn Malik, Harry Styles i David Pool. - usłyszałam głos Abby. Byłam troche zakołowana i nie usłyszałam co do mnie mówi. Spojrzałam na nią pytająco, na co ona się zaśmiała. - Ta grupka chłopków, w których wlepiasz wzrok to Harry Styles, Zayn Malik i David Pool. Szkolna elita. - Malik? Stop! Przecież takie nazwisko miała dziewczyna, która wjechała w mojego tate ale ona zmarła w szpitalu po 5 godzinnej operacji. Boszeee. Czy ja musze mieć takiego pecha?
- Zayn Malik? - wypowiedziałam z naciskiem na nazwisko. Abby nie wiedziała o co mi zbytnio chodzi i może nawet lepiej.
- To ten mulat, a dlaczego pytasz?
- Nazwisko wydaje mi się znajome. - rzuciłam na otrzepnego, nie mam zamiaru tutaj się komuś zwierzać. Zadzwonił dzwonek, wstałyśmy z miejsca i weszłyśmy do sali. Przez wszystkie lekcje błądziłam wokół nazwiska Malik i wypadku. A jak to jest jej brat? Nie wiem nawet co było na lekcjach. Po zajęciach wyszłam ze szkoły i skierowałam się do głównej bramy. Za mną szli Ci chłopacy, na sam widok Malika strach zaczął dawać znak.
- Patrzcie to ta nowa! - usłyszałam za sobą głosy. Jedyne co mi pozostało, to udawać, że ich nie słyszę. - Zaczekaj młoda! - usłyszałam kolejny krzyk. A jak mi coś zrobią? Niee.. jestem jeszcze na terenie szkoły i nic mi nie zrobią.. Poczułam szarpnięcie za ramię i automatycznie zostałam zmuszona do odwrócenia się.
- To bolało! -syknełam przez zaciśnięte zęby, przede mną stał Harry, David i Zayn jak dobrze pamiętam. Zaczełam się bać, czego oni chcą? Serce zaczeło mi szybciej bić, a ręce trząść.
- Jak się nazywasz? - usłyszałam zachrypnięty głos, spojrzałam na postać, był to loczek.
- Lexi. - powiedziałam drżącym głosem, co dostrzegł chyba Malik, bo posłał mi przyjazny uśmiech. Niestety ale nie miałam zamiaru go odwzajemniać.
- Nazwisko? - znowu ten sam zachrypnięty głos.
- E...v..Evans.. - powiedziałam z przerażeniem. Malik zaczął przyglądać mi się uważnie i coś analizować w głowie. Teraz po mnie! W co ja się wpakowałam? Głupia ja!
- Co powiesz na małą zabawę? - usłyszałam głos chłopaka w full capie. Po jego słowach serce mi zamarło, co on miał na myśli? Ja nie przeżyje tego, do cholery dlaczego ja? Usłyszałam głupie śmieszki chłopaków, idioci!
- Nie mów, że nie chcesz. - usłyszałam ten zachrypnięty głos, wszędzie go poznam. Spojrzałam błagalnym wzrokiem na mulata, który był w nie tym świecie.
- Zostawcie mnie! - krzyknełam i ruszyłam przed siebie. Co za pieprzeni frajerzy! Moje serce nadal dudniło ze strach a ja co chwilę odwracałam się aby sprawdzić czy przypadkiem nie idą za mną.
******
Przekroczyłam próg domu gdzie od razu uderzył mnie zapach alkoholu, którego nienawidziłam. Dlaczego ona mi to robi? Weszłam do kuchni, widok pustych butelek mówił sam za siebie. Olałam to i chwyciłam sok, jakieś płatki. Skierowałam się na piętro do swojego pokoju. Nie miałam ochoty widzieć matki pianej a tym bardziej się z nią użerać. Wskoczyłam na łóżko i pierwsze co zrobiłam to odpaliłam laptopa. Odkręciłam sok i napiłam się łyka. Weszłam na twittera, moje ździwienie było ogrome miałam 7 nowych interakcji. Nigdy bym się nie spodziewała, że ktoś taki jak szkolna elita będzie mnie follować na twitterze. Zrozumiałabym jeśli jeden ale aż trzech? Coś mi tutaj nie gra, może to jakiś spisek? Przestań szukać wszędzie jakiś spisków! Głos w mojej głowie miał racje, ale doświadczenia moje nauczyły mnie, że nie warto wierzyć każdemu. Nie wszystko jest takie kolorowe jak nam się wydaje..



