12.23.2013

Rozdział 3

Szybkim ruchem podniosłam się do pionu, łapiąc przy tym szybko powietrze. Znowu ten pieorzony sen, koszmar i dramat. Znowu krew, krzyki, wypadek i rodzice. Dlaczego mnie to znowu męczy? Ja już tak nie mogę. Spojrzałam na zegarek, który wybijał 02:30 w nocy. Westchnełam głośno i opadłam na poduszki. Ta sama godzina.. o co tutaj chodzi? Może ja już zwariowałam? Sam  nie wiem, wziełam jeszcze raz głęboki wdech i zamknełam oczy. Próbowałam wejść do krainy snu, ale widocznie mnie tam nie chcieli. Wziełam laptopa i go włączyłam. Nawet nie wiem po co weszłam na czat z ludźmi z mojego miasta. Założyłam konto o nicku *Lex_is* i zaczełam czatować z jakimś chłopakiem o nicku *Jaxshon*. Rozmowa była nawet.. zaczeło się od "Hey" a skończyło na "jaką masz pasję?". Szczerze to nawet nie wiedziałam co tak naprawdę kocham robić, jest tyle rzeczy. Tak po prostu się wylogowałam, nie miałam ochoty dalej toczyć tej rozmowy. Wstałam z łóżka, wziełam papierosa i zapalniczke. Podeszłam do okna i jak to miałam w zwyczaju,  usiadłam przy otwartym oknie zatapiając się dymem nikotyny.  Chwila relaksu tylko dla mnie.  Po skończonej czynności wyrzuciłam peta na ogród a sama schowałam się pod kołdrę. Wpatrywałam się w okno...a potem film się urwał.

    ******
- Lexi! - do mojej głowy docierał głos a raczej krzyk, który mnie wołał. Zaspana zeszłam do kuchni, w której moja matak siedziała przy stole z kawą Coo?Zrobiłam wielkie oczy na ten widok. Zazwyczj widziałam ją zalkoholem, ale nie rak jak teraz.
- Wyjeżdzam na 2 dni. - powiedziała, bez żadnych emocji, tak jak bym była nikim w jej oczach. Z resztą tak było, uważał, że to moja wina, że to ja zabiłam tate. Przyzwyczaiłam się do tego, żadnego wrażenia nie robiło na mnie jej zachowanie.
- Coś jeszcze?
- Tak, masz zająć się domem! - Haha? Ten burdel nawet ekipa sprzątająca by nie ogarneła w jeden dzień a co dopiero ja i to w dwa dni.  Z aśmiałam się kpiąco.
- Pomyślmy..hym.. nie!
- Stawiasz mi się gówniaro? - wstała z krzesła i podeszła do mnie bliżej.
- Twój burdel i sama se sprzątaj.
- W taki razie wynoś się z tego domu! - zamurowało mnie, własna matka wyrzuca mnie z mojego domu? Przecież tak matka nie postępuje, nie wyrzuca swojego dziecka z domu. Rozumiem jakbym  miała 18 lat, ale teraz? Ktoś sobie kpiny ze mnie urządza. Nie miałam ochoty się kłócić, to wszystko jest chore.
Ale skoro ona chce abym się wyniosła, to tak też zrobie.. tylko gdzie? Jedyna osoba na którą moge liczyć to Mark, ale on ma żone i córkę w moim wieku. Nie będe im wchodzić na głowę.. Coś wymyślę. Weszłam do swojego pokoju, wygrzebałam jakieś czyste ciuchy i je ubrałam:

Spakowałam się do szkoły, szczerze to nie mam zamiaru tam iść, ale musze. Nie mam zamiaru uciekać przed swoim życiem, wręcz przeciwnie. Wyszłam z domu i skierowałam się do szkoły. Po drodze zachaczyłam do Starbucks'a po kawe, uwielbiam to miejsce. Zapłaciłam i wyszłam idą do szkoły. Upiłam kilka łyków i piłabym dalej gdyby nie jakaś ofiara, która wytrąciła mi kubek z ręki. Zmierzyłam postać, która szczerzyła się ze swojego czynu. Gratuluje głupoty debilu! Jeszcze tego tutaj brakowało, chciałam go wyminąć, ale poczułam silną dłoń na moim ramieniu co spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Nie mam dzisiaj nastroju na żarty a najwidocznie ten chłopak ma!
- Nie uciekaj mi!  - rzucił tym swoim zachrypniętym głosem, przewróciłam oczami.
- Mam dla Ciebie propozycję, spierdalaj!  - powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo, mina jego nie była zachwycająca. No cóż pewnie się spodziewał, że jak te wszystkie jego laski padne na kolana i wezme się za robote. O nie! Nie jestem szmatą ani dziwką!
- Uspokój się, pobawimy się.. - Jprdl, mów po ludzku a on nie ogarnia!
- Nie dociera do Ciebie proste słowo spierdalaj? - warknełam i z dużym impetem go wyminełam. To wszystko staje się jakieś dziwne, co mnie jeszcze dzisiaj spotka? Wydaje mi się, że od kąd chodze do tej szkoły moje życie się komplikuje bardziej. Moim oczom ukazał się czarna BMW x6, z której wysiadł pan Malik. Miał na sobie czarne rurki, czarną koszulkę i do tego czarną skóre. Boszee jak on bosko wyglądał, nie zakochałam się w nim. Ale przyznać mogę, był przystojny. Weszłam przez bramę i wbiegłam schodami do głównego wejścia szkoły.
- Zaczekaj!  - usłyszałam czyjś głos. Znowu ten dupek? Ile razy można powtarzać? Nabrałam powietrze w płuca i je szybko wypuściłam.
- Odwal się ode mnie, spierdalaj! - odwróciłam się i moim oczom ukazał się Zayn a nie loczek. Zrobiło mi się głupio. - Ja.. no..przepraszam. -rzuciłam zmieszana.
- Coś się stało? - Łał Malik się martwi o mnie? Hahaha a to dobre.
- Twój kumpel, to się stało! Odwalcie się ode mnie! - powiedziałam widząc loczka wchodzącego w brame, aż mi się słabo zrobiło. On ma coś z głową.
- Chce być miły, ale masz racje niepotrzebnie. - wyminął mnie i wszedł do środka zostawiają mnie ze zbliżającym się loczkiem. Tak szybko jak go zobaczyłam blisko siebie, tak szybko weszłam do środka. Odszukałam sali, w której według planu miałam mieć matme. Dzień zaczął się cudownie, lepiej być nie może. Zobaczyłam blondynkę siedzącą na parapecie coś czytając, podeszłam do niej i spojrzałam na okładkę "Droga do cmentarza". Co ona czyta? Posłała mi uśmiech i zrobiła miejsce na parapecie. Usiadłam obok niej.
- Gadałaś z Malikiem. -spojrzałam na nią pytająco.
-No widziałam was przed chwilą, uważaj na siebie. - czuje się jak w jakimś kriminale, wszystko to jakieś zagadki.
- Dlaczego mam uważać? - patrzyłam z grobową miną, on wydawał się nawet miły.
- Jego siostra zgineła w wypadku i od tamtego czasu się zmienił.. jest brutalniejszy, groźniejszy, ostry i chamski. Na dodatek w tam tym roku pobił jakiegoś chłopaka bo go obraził. - momentalnie moje oczy się rozszerzyły, to jego siotra. Miałam racje, musze trzymać się z daleka od niego i jego kumpli. Przecież on mnie znienawidzi jak się dowie.. będe skończona. Mam dość tego.. To wszystko jest ..ehhh. Zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcje, zeskoczyłam z parapetu i moim oczom ukazał się Malik i Styles obok drzwi do sali, w której miałam mieć matme. Czy ja będę skazana na niego do końca życia? Nie ruszyłam się z miejsca, cały czas gapiłam się na postać w króczo czarnych włosach. Nie wierze, że on był by wstanie kogoś pobić. Nie on, może go nie znam tak dobrze.. Nasze spojrzenia się spotkały na co moja reakcja była jednoznaczna, odwróciłam wzrok. Może to trochę dziwne, ale nie jestem jak te wszystkie laski, które na niego lecą a jest na co. Poczułam szarpnięcie, była to Abby. No tak czas do klasy, weszłyśmy do klasy a za mną i nauczycielem weszli oni. Usiadłam z Abby w środkowym rzędzie, w przed ostatniej ławce. Ciekawiło mnie co oni tutaj robią i dlaczego na tej lekcji co ja mam.
- Zrobicie zadania a ja z chłopakami będę pracował nad projektem. - mój wzrok automatycznie znajdował się na nich. Wyjełam zeszyt i coś do pisania. Nie miałam zamiaru robić zadań z pierwiastkami i potęgami, nie rozumiem takiej potrzeby. Pare razy widziałam jak ich wzrok leciał w moją stronę, nawet nie miałam ochoty tego odwzajemniać.
- Kto to wymyślił? - usłyszałam cichy głos mojej sąsiadki, że tak to ujme. Zaśmiałyśmy się razem, nie jestem jedyną osobą, która ma w dupie matme.
- Lexi czemu nie robisz zadań? - usłyszałam prze miły głos nauczyciela, aż mnie zmuliło.
- Hymm.. pomyślmy.. bo nie rozumiem? - rzuciłam obojętnie, oczywiście nie obeszło się bez spojrzeń wszystkich tu obecnych. Nie mają swojej dupy, że moją się zajmują? Przecież moja ciekawsza, zapomniałam.
- Harry ty jesteś dobry z matematyki, pomożesz? - wytrzeszczyłam oczy, on? Zayn obserwował moją reakcje uważnie, ale to mniej istotne teraz. Niee no!
- Jasne. - wstał z miejsca.
- Jeżeli on zbliży się do mnie to wyjde z tej sali! - powiedziałam oburzona. To jest gruba przesada, niech on trzyma się zdala ode mnie. To dla jego dobra.
- Wytłumacze Ci tylko zadanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkim zbliżając się do mnie.
- Tak samo jak ostatnio i dzisiaj rano? Nie dziękuje. - rzuciłam i zaczełam się pakować, wstałam i wyszłam z klasy. Co za dzień koszmarny. Usłyszałam otwierające się za mną drzwi, pewnie to nauczyciel..
- Lexi! - usłyszałam wołanie znajomego głosu, odwróciłam się. Jeszcze on? Bez namysły zaczełam iść przed siebie nie zwracając na jego wołania. On i jego kumpel mnie już wkurwiają! Wybiegł przede mnie zagradzając mi tym samym drogę, chciłam się odwrócić, ale on mnie przytrzymał.
- Wróć na lekcję. - powiedział spokojnym i opanowanym głosem. Słuchałam go patrząc w podłogę.
- Po co? Nie mam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z nim.
- Chyba nie chcesz wylecieć z kolejnej szkoły? - spojrzałam na niego ździwiona, skąd on..wie? Jprdl śledzi mnie czy co?
- Nie patrz tak na mnie, wiem wszystko.. - wszystko? Gdybyś wiedział wszystko to by Cię tutaj teraz nie było.
- Czekam w sali, aż się pokażesz i Ci wytłumaczę zadanie - powiedział posyłając mi szczery uśmiech. Do chuja jaki on ma cel w takim zachowaniu? Chce abym mu samochód za darmo oddała? Bo nie rozumiem go.. no ale miał racje co do szkoły... zawróciłam i weszłam jak gdyby nigdy nic do klasy. Mulat z uśmiechem na twarzy patrzył na mnie, nie miałam ochoty odwzajemnić czynu i po prostu usiadłam na krześle. Abby siedziała z grupką dziewczyn, które mnie mierzył wzrokiem jak najgorszą. Po chwili podszedł do mnie Zayn, widać było po jego przyjacielu niezadowolenie. I dobrze mu, dupek! Usiadł obok mnie, nawet za blisko. Chwycił mój długopis, który zdąrzyłam wyjąć jak i zeszyt. Z uwagą zaczełam mu się przyglądać: pełne i delikatne wargi, idealny zarys szczenki, karmelowe oczy i te włosy... Lexi przestań! - skarciłam się w myślach. Mulat zaczął notować coś w moim zeszycie i po chwili podał mi zeszyt ze zrobionym zadaniem. Posiedział chwile a potem wstał i wrócił do nauczyciela. A te laski...myślałam, że mnie zabiją wzrokiem. Zaczełam przeglądać zadanie zrobione przez chłopaka i dopatrzyłam się jakiejś wiadomości na marginesie. Zaczełam czytać, zamurowało mnie.
                                             
                                                                  *Teraz to ja Ci pokaże jak się jeździ, tylko poproszę o naprawe auta.*

Po przeczytaniu krótkiej wiadomości uśmiech wkradł się na moje usta, nawet nie wiem dlaczego. No ale zapomnij! Nie ma mowy, koniec z naszą znajomością. Spojrzałam na klase, która się pakowała. Uczyniłam to samo i chwilę później usłyszałam dzwonek. Jakoś nie mogłam się skupić na lekcjach, dlaczego? Sama nie wiem o co chodzi, o Malika? Nie, to nie o niego.  Dobra koniec. Wyszłam ze szkoły i ku mojemu ździwieniu stał z tymi dwoma przygłupami. Aż mi się odechciało iść tamtędy, ale niestety to jedyna droga wyjścia. Ruszyłam jak gdyby nic, zaczełam przepychać się przez nich.
- Komgo my tu mamy? - usłyszałam ten zachrypnięty głos, po którym miałam ochotę żygać.  Nie trawiłam tego chłopaka.. Udawałam, że nie słyszę ich. Na szczęście nie zatrzymywali mnie. Nie miałam ochoty wracać teraz do domu, a jedyne miejsce do którego moge iść to warsztat.

           ******
Weszłam do warsztatu, nikogo nie mogłam znaleźć. Otwarte i brak osoby pilnującej. Weszłam do biura, Mark rozmawiał z kimś przez telefon. Nie chciałam mu przeszkadzać, wyszłam. Podeszłam do Mustanga mulata, nie powiem auto robi wrażenie. Usłyszałam otwierające się drzwi od biura.
- Co tam? - mężczyzna staną po mojej prawej.
- Do dupy.. matka mnie wyrzuciła z domu. - czułam zbierające się łzy w kącikach moich oczu. Nie rycz, masz być silna! Usłyszałam głos w mojej głowie, ale ja nie potrafię już udawać.

》 》 look - Zayn 《《
Zmierzałem od warsztatu w celu uzgodnienia odbioru auta i czy mam wpłacić zaliczkę. No dobra mam też inny cel, zobaczyć tą dziewczynę. Nie wiem co mnie ciągnie do niej, ale wiem jedno to jest silniejsze. Ona jest inna niż te laski w jej wieku ze szkoły. Podeszłem do bramy garażowej, która była otwarta. Usłyszałem szloch i jej głos. To napewno jej głos, poznałbym go wszędzie.
- Wyrzuciła mnie z domu, dlaczego? - jej głos drżał, aż mnie w sercu zakuło.
- Dasz radę nie płacz.- pocieszał ją jakiś mężczyzna, był to chyba właściciel.
- Ja już nie daje rady.. to koniec..
- Nawet tak nie mów! - głos faceta był stanowczy.
- Nie dam rady dłużej...- płakała.. zobaczyłem wybiegającą Lexi, była zapłakana. Pobiegłem za nią, niewiadomo co jej strzeli do głowy w takim stanie. Po chwili gonienia zpłapałem ją.
- Zostaw mnie! - krzykneła, ale miałem to gdzieś. Przytuliłem ją mocno, wyrywała się. Po pewnym czasie wyrywania ustała, szlochała w moje ramię. Taka bezbronna i niewinna.
- Co się stało? - zapytałem spokojnym głosem, na moje pytanie zadrżała. Zdałem sobie sprawe, że ona mnie przecież nie zna i nie będzie chciała mi się zwierzać o problemach.
- Mam dość wszystkiego. - powiedziała cicho.
- Chodź, napijemy się kawy u mnie i się ogarniesz. - po patrzyła na mnie niepewnym wzrokiem, jakby się czegoś obawiała. W sumię to ją rozumiem.. W ciszy doszliśmy do mojego domu, mieszkam z Hazzą. Sądząc po tych akcjach z nim nie będzie zadowolona jak go zobaczy. Ku mojemu zaskoczeniu auta jego nie było przed domem, odetchnąłem z ulgą. Weszliśmy do środka, zostawiłem ją w salonie a sam poszedłem zrobić herbatę. Kawa zdecydowanie odpada, ma za duże ciśnienie. Po skończonej czynności usiadłem obok roztrzęsionej dziewczyny i podałem jej kubek z ciepłą herbatą.
- Dlaczego to robisz? - usłyszałem jej pytanie i co ja mam jej powiedzieć? Ciekawi mnie twoja osoba, podobasz mi się ale nie mam odwagi tego ci powiedzieć? Sorry ale to odpada.
- A dlaczego nie?- pytanie na pytanie? To nie był chyba dobry ruch z mojej strony. - Powiesz mi co się stało?
- Matka mnie wywaliła z domu. - po jej policzkach spłyneły łzy, które szybko wytarła. Która normalna matka wyrzuca swoje niepełnoletnie dziecko?
- A ojciec? - zamilkła na chwilę. Chyba to nie było dobre pytanie.
- Nie żyje.. - powiedziała cicho a jej głos był płaczliwy, rozpłakała się. Przytuliłem ją, nie stawiała oporu. Widocznie tego jej było trzeba, jak i trzeba jej noclegu. No ale co zaproponuje jej nocleg u siebie? Słucha Lexi mieszkam z Harrym i możesz zostać ile chcesz. Tak wiem jak to brzmi. Usłyszałem otwierające się drzwi, no to wpadłem. Kurwa Harry co za wyczucie czasu! Do salonu wparował Hazza, stanął jak wryty. No tak fajny widok, ja przytulam rozpłakaną Lexi u siebie w domu.
- Co tu się dzieje? - automatycznie oderwała się ode mnie na te słowa i podniosła do pionu. Super Harry, Thx. Zmroziłem go wzrokiem.
- Znowu Ty? Czy odpierdolisz się ode mnie?
- No sorry za tam to, ide do siebie. - loczek poszedł na góre, zaskoczona dziewczyna spojrzała pytająco na mnie. No to wpadłem..

1 komentarz:

  1. bardzo ciekawe, czekam jak się rozkręci akcja. oby następny rozdział był jak najszybciej!!!! pozdrawiam!!! :)

    OdpowiedzUsuń