Boje się, cholernie się boje. Nawet już nie mam siły płakać, wyrywać się i ten pieprzony strach. Jeżeli on to zrobi? Błagam nie!!
- David? - usłyszałam głos zapewnie loczka, był zachrypnięty. W tym momencie cała nadzieja wróciła, jak nie on to nikt.
- Ratunku!! - zaczełam krzyczeć zapłakana.
- Zamknij się, bo Cię załatwie. - przestraszyłam się jego słów, a jak mi coś zrobi?
- Kogo załatwisz? - nad nami stał Harry i Zayn. Loczek chwycił Davida i odciągnął go ode mnie, Zayn wymierzył mu pare ciosów prosto w brzuch. Mulat coś warczał do chłopaka, byłam przerażona tym wszystkim. Wstałam resztkami sił, otrzepałam się. Spojrzałam na nich, David ledwo stał na nogach i gdyby nie Harry, to pewnie by leżał. Zayn bez opamiętania wymierzał mu serie kolejnych ciosów, trzeba to skończyć!
- Zayn, proszę.. - powiedziałam rozpaczliwie, to nie tak miało wyglądać.
- Następnym razem będzie pamiętał. - warknął mulat. Nie.. nie chce na to patrzeć, mam dość. Zaczełam biec jak najdalej stąd, nogi same mi się plątały. Nie wiem gdzie ja jestem, las.. cholera. Oparłam się o drzewo, po którym zjechałam w dół. Ma dość!
- Dlaczego ja.. dlaczego zawsze musze być ja? - zaczełam mówić sama do siebie. - chce aby było jak dawniej.. albo odejdę..- wszystko mnie przytłaczało już i te wszystkie koszmarne dni. Te życie to jeden wielki koszmar, moje powieki same się zamykały. Nie miałam na nic siły, tak jakby ktoś odłączył ode mnie akumulator.
》》 look - Zayn 《《
- Lexi! - krzyczałem chodząc po tym lesie razem z Harrym. - Gdzie ona jest? - spojrzałem na Hazze, był jakiś taki nieobecny. No super, ten buja w obłokach a ja się martwie o dziewczynę. No przecież nie mogła daleko uciec i dlaczego uciekła? Okey, waliłem w niego bezopamiętania. Czyżby się przestraszyła mnie? Nie wiem co się dzieje ze mną, tak jakby wyłączyła mi się czerwona lampka. Mógł trzymać łapy przy sobie, a nie próbować ją.. No kurwa gdzie ona jest? Analizowałem każdą możliwą drogę, tylko że to las. Może byś wszędzie i nigdzie. Stanąłem w miejscu i zaczełem się rozglądać wszędzie.
- Jest! - krzyknełem uradowany, leżała oparta o pień drzewa. Podbiegłem do niej i kucnąłem przy niej. - Lexi?
- Proszę..nie rób ...mi tego...ja.. nie chce...prosze..błagam.. - mamrotała coś. Ja miałbym jej coś zrobić? Nigdy.
- Nic ci nie zrobię, obiecuje. - powiedziałem chwytając ją na ręce, ruszyłem w strone auta Hazzy, bo mój został pod domem. Jak zawsze pierw robie a potem myślę, no ale ona tak na mnie działa. Położyłem ją na tylnych siedzeniach a sam zajełem miejsce obok Harrego.
- Od kąd ona się pojawiła, to zawsze jesteś obok niej.- rzucił patrząc na droge. Kurde, on ma racje..nie ma dnia bez udziału jej osoby.
- Ona jest inna.. wyjątkowa. - loczek zaśmiał się, przewróciłem oczami jako odpowiedź na jego czyn.
- Ona nie jest dla Ciebie. - coo? Od kiedy on wie co jest dla mnie lepsze? Znalazł się znawca a sam pierdoli każdą.
- To już nie twoja sprawa. - spojrzałem na dziewczyne, kolejny raz zapłakana.. westchnąłem.
- Zaufaj mi. - spojrzał na mnie, miał mine jakby wiedział coś czego ja nie wiem. Nie rozumiem o co tutaj chodzi.
- Ty coś wiesz? - na moje słowa loczek się zmieszał, on coś wie. To dlaczego nie chce mi powiedzieć? Nie mieliśmy nigdy tajemnic a teraz? No tak, nic nie trwa wiecznie.
- Ja was zostawie i jadę po Cornelie. - widać, że Harry ma na nią chrapkę. Może odwali się od moich spraw w końcu.
*******
Usiadłem na łóżku, obok śpiącej dziewczyny. Taka niewinna i bezbronna. Dlaczego David chciał akurat ją? Przecież ona nic mu nie zrobiła, z resztą komu ona coś zrobiła? Przejechałem opuszkami palców po jej policzku, za drżała. Jej mięśnie się spieły, tak jakby bała się najgorszego. Westchnełem cicho i wstałem. Podeszłem do okna, wyciągnełem papierosy, otworzyłem okno i zapaliłem. Ohh..kocham te uczucie. Usiadłem na parapecie i zaczełem się przyglądać śpiącej dziewczynie w moim łóżku. Jest ładna, cudowna.. Malik stop! Jeszcze wypadne przez okno zaraz. Zaciągnełem się ostatni raz, niedopałek wyrzuciłem sąsiadowi na ogród i zamknełem okno. Dziewczyna obudziła się, z przerażeniem rozglądała się po pokoju. Podeszłem do niej, jej wzrok dokładnie obserwował moją postać. Usiadłem obok niej na łóżku.
- Co się stało? - zapytała cicho, westchnąłem na samą myśl o tym.
- David...- na wypowiedziane prze ze mnie imię za drżała, schowała twarz w dłonie. Chciałem ją przytulić, ale za każdym razem odsuwała się. - Nic Ci nie zrobie. - powiedziałem cicho, wystarczająco aby ona usłyszała. Jej szafirowe oczy spojrzały w moje, miały w sobie smutek, złość, rozpacz i nienawiść. Czyżby do mnie?
- Nic? Nie chce wyglądać jak on. - jej głos drżał, łamał się. Zabolały mnie jej słowa, przecież zrobiłem to co powinienem, prawda? Fakt jest taki, że ona się mnie boi.
- Wiesz, że nic bym Ci nie zrobił. - podkuliła nogi i zaczeła się kołysać. Jej wzrok utkwił na drzwiach, które otworzyły się a wnich staneła brunetka z Harrym.Podbiegła do Lexi i ją mocno przytuliła. Wyszłem z pokoju aby im nie przeszkadzać, weszłem do kuchni i nalałem sobie soku. Oparłem się dłońmi o blat kuchenny. Jak ja mam znowu ją przekonać do siebie? Jak? Ona się mnie boi, tylko dlatego, że dostał za swoje. Może przesadziłem..może.
- Co z nią? - z przemyśleń wyrwał mnie głos Harolda, spojrzałem na niego. Jak zawsze oparty o framuge drzwi, czy on nie wie, że mamy krzesła?
- Boi się..
- To chyba normalne w jej stanie.
- Boi się mnie! - podniosłem głos, sam nawet nie wiem dlaczego. Za dużo tego wszystkiego.
- Daj jej trochę czasu.
- Co chciałeś mi powiedzieć, jak jechaliśmy tu. - spojrzałem na niego, był zmieszany. Dlaczego ja zawsze nic nie wiem? Nawet on nie chce mi powiedzieć..
- Nic, wymksneło mi się. - Harry kurwa, nie kłam chociaż. Wiem, że coś knujesz! No ale co tam, jak Zayn nie będzie wiedział to przecież nie koniec świata.
- Wiem kiedy kłamiesz. - napiłem się soku.
- Chyba wołał nas ktoś. - powiedział zadowolony, no tak nie będzie musiał siedzieć w tej niezręcznej jak dla niego sytuacji. Razem z loczkiem poszliśmy do pokoju, w którym były dziewczyny. Lexi w objęciach swojej przyjaciółki siedziała na łóżku i szlochała. Nie wiem ile ta dziewczyna przeszła ale los ciągle kopie ją w dupe. Cornelia wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Coo? Wyszła, no to super. Lexi bawiła się nerwowo palcami u dłoni, spojrzała niepewnie na mnie.
Zawahałem się, usiadłem obok niej, na bezpiecznej odległości.
- Prze..praszam.. - wyszeptała, jej wzrok tkwił tępo w dłoniach, którymi się bawiła. Nie wiedziałem co mam teraz powiedzieć, to ja ją powinienem przeprosić a nie na odwrót. - Trace siły do tego... - przyciągnełem ją do siebie i zamknąłem w uścisku.
-Będzie dobrze.. - wyszeptałem do jej ucha, była taka spokojna. Wtuliła się mocniej w mój tors, ździwiło mnie to. Musze jej pomoć! - Połóż się, spróbuj zasnąć.
- Położysz się ze mną? - ździwiło mnie jej pytanie, ona naprawdę tego chciała? - Nie chce być sama. - dodała. Lexi położyła się a ja obok. Przytuliłem ją od tyłu, położyła swoją dłoń na mojej, która oplatała jej talię w tym momencie. Przecież to chwila słabości z jej strony, potrzebuje teraz kogoś. Leżąc tak z nią wszystko wróciło, przypominała mi Dominije. Jest tak strasznie podobna do niej, wrażliwa, krucha, z sercem.. Gdybym spotkał teraz tą dziewczyne, dzięki której ona nie żyje bym zabił. Zasługuje na to tak samo jak ona! Gdyby nie ta pieprzona dziewczyna, co poganiała swojego ojca przez telefon to teraz bym pewnie oglądał z nią telewizor. Teraz to mogę po oglądać zdjęcia i jej grób. Westchnełem ciężko i spojrzałem na zegarek, było po 13. O kurwa, przecież powinienem być w szkole tak samo jak i ona i Harry. No to pewnie dywanik mnie czeka za zwianie z lekcji. Ta szkoła to więzienie, no ale rodzice każą mi do niej chodzić. Spojrzałem na śpiącą dziewczyne, jej mina była spokojna. Westałem z łóżka starając się jej nie budzić, może sen jej pomoże. Weszłem do kuchni, Harry z brunetką siedzieli przy stole w ciszy. Łał Hazza jak nigdy siedział cicho, zawsze to on miał najwięcej do powiedzenia. Spojrzeli na mnie pytająco, tak jakby nie wiedzieli co się dzieje z nią.
- Lepiej? - usłyszałem pytanie z ust dziewczyny.
- Śpi. - oparłem się tyłem o blat a wzrok skupiłem na parze przy stole. Harry był zamyślony, zdenerwowany.. Ciekawe czym.
- Ide zapalić. - rzuciłem ruszając na taras.
- Ide z Tobą. - usłyszałem głos Hazzy, ździwiłem się.
- Ty nie palisz.
- Pogadać chce. - łał Styles chce pogadać.. co za odmiana. Wyszłem na taras a za mną Harry, wyciągnełem papierosa i zapalniczke, po czym zapaliłem.
- To o czym chciałeś pogadać? - spojrzałem na mojego towarzysza.
- David.. on leży w szpitalu na oiomie. - zaśmiałem się. Co ja mam niby płakać? Należało mu się i tyle.
- Yhym..
- Człowieku, będziemy mieć problemy! - krzyknął na mnie, jakoś mnie to nie wzruszyło. Od kiedy on się tak przejmuje problemami?
- Yhym..
》》 look - Lexi 《《
Obudziłam się, oparłam się na łokciach i rozejrzałam. Gdzie jest Zayn? Jeszcze raz przeanalizowałam pomieszczenie, nie było go.. Niepewnie wyszłam z pokoju i powędrowałam do kuchni, gdzie siedziała Cornelia. Posłała mi uśmiech, ale ja jakoś nie mogłam odwzajemnić tego czynu. Usiadłam na przeciwko dziewczyny i zaczełam nerwowo bawić się palcami u dłoni. Te napięcie cisneło nas, żadna się nieodezwała. Coś nas blokowało.
- Gdzie Zayn? - zapytałam niepewnie a zarazem cicho. Dziewczyna otworzyła usta w celu odpowiedzi na moje pytanie, ale do kuchni wkroczył Malik i Styles.
- Nie śpisz już? - spuściłam wzrok na podłogę i pokiwałam twierdząco głową. - Chcesz zostać tutaj? - usłyszałam głos mulata. Niee to nie jest najlepszy pomysł.. a jak on mi coś? Boszee.. przecież go na to nie stać..
- Nie wiem.. przepraszam.. - wstałam i poszłam do pokoju, w którym spałam. Usiadłam na parapecie, tępo patrzyłam przez siebie. Po moich policzkach spłyneły pojedyńcze łzy.. Mam dość, to wszystko nie ma sensu, moje życie nie ma sensu. Dlaczego ja? Poczułam sile dłonie, które przyciągneły mnie do siebie. Bez chwili zastanowienia wtuliłam się w tors chłopaka, wstchnełam ciężko.
- Zostań, tu będziesz bezpieczna. - jego głos działa kojąco, przymknełam powieki.
- Ja nigdzie nie jestem bezpieczna. - powiedziałam cicho.
- Spójrz na mnie. - nie zrobiłam tego o co prosił, bałam się. Bałam się, że zobacze w nim Davida, że to wróci. Poczułam jak podnosi mój podbrudek, zmuszając mnie tym samym, abym na niego spojrzała. Zrobiłam, to z trudem.. jego oczy.. - Zostaniesz tutaj, będzie dobrze.. pogadamy..
- Zayn.. dlaczego mi pomagasz? - zapadła cisza, niezręczna. Czyżbym trafiła w czuły punkt, jaki on ma w tym cel?
- Pozwól sobie pomóc.
- Czemu nie chcesz odpowiedzieć..? - zapytałam trochę poirytowana jego zachowaniem.
- Zjesz coś? - w co ty grasz Malik? Zadałam proste pytanie a ty robisz z niego nie wiem co..
- Przestań! - wrzasnełam na niego, nawet nie wiem dlaczego. Tak po prostu mnie poniosło, chłopak odsunął się ode mnie. Zabolało trochę..
- Ochłoń. - bez żadnych emocji wypowiedział, to co chciał i wyszedł. Dlaczego? Co ja takiego powiedziałam, zrobiłam? Wszystko musze psuć? Nie rozumiem tego wszystkiego, to jest takie dziwne... Jak to jest.. dlaczego mi pomaga, on mnie nie zna? Skoro on tak postępuje, to nie widzę powodu abym był tutaj dalej. Zeszłam z parapetu, zeszłam po szchodach w dół. Gadali o kimś, o mnie? Podeszłam bliżej, wystarczająco aby mnie nie zobaczyli i nie usłyszeli.
- Zayn, odpuść sobie. - usłyszałam zachrypnięty głos.
- Możesz odwalić się? - warknął.
- Przez nią masz problemy, a co jeśli cię zamkną? - co? Jakie zamkną? Niee! Do moich oczu poraz kolejny dzisiaj napłyneły słone łzy.
- To miałem pozwolić, aby mógł to dokończyć?
- Po prostu się przyznaj, zależy ci na niej! - stop! Czy oni mówią o mnie? Wytarłam łzy i wziełam głęboki wdech.
- Nie masz swoich spraw?
- Wiedziałem, wiedziełem! - powiedział uradowny loczek, w jednej chwili nie wiedziałam co mam zrobić. Mulat przede mną, ździwiony. No to wpadłam!
- Coo..ty..tu? - jego mina mówiła sama za siebie.
- Ee..ja nic, chciałam.. - cholera i co ja mam mu powiedzieć? Słyszałam waszą rozmowe i no wiesz.. hahaa nie!
- Płakałaś?
- Niee. - powiedziałam zdecydowana. Chłopak się zaśmiał melodyjnie i pokręcił głową. Szczerze, to wkurzyła mnie jego postawa.
- Przestań choć raz udawać?
- Ja mam przestać udawać? A ty to co? - powiedziałam oburzona i wyszłam z domu. Cholera.. jak ja dotre do domu Corneli? No tak zrobie sobie godzinny spacerek, ruszyłam przed siebie. Wracając do niego, on to niby nie udaje? Nie noo, pan Malik jest niewinny.
____________________________________
Jak się podoba rozdział 5 ? Hymm..
bardzo ciekawy czekam na kolejny rozdział (sory że tak krótko ale nie mam weny xd)
OdpowiedzUsuń